Archiwa miesięczne: Październik 2011

Najważniejsza chwila

Są rzeczy, których nie jesteśmy w stanie ukryć. Jedną z nich jest nasze przemijanie. Na co dzień staramy się o tym nie myśleć, ale gdy ocieramy się o śmierć to często pojawia się strach.

autor: Claude Monet

Strach jest naturalną reakcją, bo czeka nas podróż w nieznane. Nie wiemy czy mamy się bać surowego boga czy też odetchniemy z ulgą, bo po drugiej stronie nic nie ma i wreszcie będziemy mogli uwolnić się od zmagań z codziennością. Nie wiemy też jak będzie wyglądał moment przejścia i czy nie będzie on bolesny. Przecież wielu z nas boi się bólu.

Czasem najbardziej nam szkoda opuszczenia bliskich i ta świadomość nas najbardziej boli. Innym razem szkoda nam niedokończonych spraw i rzeczy, które moglibyśmy jeszcze zrobić. Czasem zaś tak bardzo kochamy doświadczanie uroków życia, że właśnie z nim najbardziej przykro nam się będzie rozstawać.

Strach, niepewność, uczucie przykrości, zachłanność na doświadczanie rodzą w nas cierpienie, któremu towarzyszy patrzenie na świat poprzez pryzmat JA.

Czasem bywamy tak bardzo pochłonięci sobą, że nie dostrzegamy potrzeb bliskich, sąsiadów, spraw w mieście, na świecie i w takich momentach coś nam umyka.

Gdy byłeś na pogrzebie bliskiej osoby to nad czym płakałeś? Czego żałowałeś? Dlaczego było Ci przykro?

Ja żałowałem rozstania. Tego, że już nigdy się nie spotkamy, że nie pójdziemy na spacer, że już nie porozmawiamy. Tego, że JA nie będę mógł tych rzeczy zrobić. Żałowałem też rzeczy, których nie zrobiłem oraz tych, które zrobiłem a nie powinienem.

Z perspektywy czasu widzę, że w gruncie rzeczy żaliłem się nad sobą. Jak JA sobie teraz poradzę. Tylko, czy to jedynie moje doświadczenie? Czy nikomu innemu to się nie przydarzyło?

Tego JA bywa tak wiele, że często przesłania nam rzeczy, które potem wydają się oczywiste. Później aż trudno nam uwierzyć, że wcześniej nie dostrzegliśmy, że obok nas był ktoś szczególny. Najlepszy przyjaciel lub najlepsza przyjaciółka, ktoś na kim mogliśmy zawsze polegać i zawsze pojawiał się gdy byliśmy w potrzebie, ktoś komu ufaliśmy… Pewnie ta oczywistość nas tak usypiała. Ona i wiara w to, że wciąż mamy dużo czasu i następnym razem pójdziemy na spacer, spotkamy się, obejrzymy ulubiony film, podziękujemy czy coś podobnego.

Tylko, że czasem nie ma już następnego razu.

Czas ma to do siebie, że płynie nie patrząc na nasze przekonania,życzenia i potrzeby, a gdy następuje moment rozstanie to zwykle okazuje się, że nie jest to właściwy moment, bo było jeszcze tyle do zrobienia.

Dlatego odkładanie na potem jest ryzykowne.

Dlatego dotarło do mnie, że najważniejsza jest zawsze chwila obecna.

Granice norm społecznych

Za każdym razem gdy spotkam się z obrazami Egona Schiele w gruzy się obraca mój wewnętrzny spokój. Brzydota tych obrazów mnie przytłacza. Gdy na nie patrzę to się zastanawiam nad granicami sztuki, nad poczuciem estetyki i czy tylko ja mam takie mieszane odczucia. Czy są jakieś obiektywne kryteria tego co jest ładne, estetyczne, co jest normą, co wypada a co nie?  A jeśli jest coś takiego to kto te normy ustala?

autor: Egon Schiele

Takich przykładów z kategorii nie wiem co o tym myśleć można przytoczyć więcej.

w sztuce: Dorota Nieznalska umieszczająca wizerunek genitaliów na krzyżu,

w polityce: Janusz Palikot z wibratorem na konferencji prasowej,

w życiu: dojrzała kobieta z partnerem młodszym od siebie o 20 lat ,

oraz wiele innych.

Intuicyjnie czujemy, że są gdzieś granice. Czujemy nawet gdy te granice zostają przekroczone. Wiemy, że przekraczanie norm społecznych jest ryzykowne. Jednak nie czujemy tak samo i to komplikuje sytuacje i wzbudza emocje.

Norma społeczna jest średnią wynikającą z wrażliwości indywidualnych jednostek. Odczuciem akceptowanym przez większości populacji. Co jednak z odczuciami mniejszości?

Artyści z założenia posiadają większą wrażliwość i dlatego częściej poruszają się na skraju normy społecznej. Dlatego czasem ich dzieła powodują, że nie pozostajemy obojętni i zajmujemy stanowisko. Często takie sytuacje wytrącają nas z codziennego transu praca-dom-kolacja-spanie-praca-itd i wzbudzają w nas emocje. Zaczynamy myśleć i analizować. To dobrze. Gdzie jednak są granice?

Czy wibrator w ręku polityka rządzącej partii jest odpowiednim rekwizytem? Współczesna polityka różni się od polityki sprzed kilku dziesiątek lat. Obecnie, podobnie jak wiele sfer naszego życia zmierza ku tabloidyzacji. To o czym nikt nie śmiał pomyśleć kiedyś, teraz przestaje dziwić. Gdzie jednak są granice?

Nie dziwi nas widok pary, w której mężczyzna jest starszy od kobiety. Uznajemy to za normę. Widok mężczyzny, który ma partnerkę o 20 lat młodszą cieszy się mniejszym poparciem, ale część mężczyzn podziwia farciarza. Gdy jednak widzimy kobietę z wyraźnie młodszym od siebie partnerem to uważamy to za nieporozumienie, a gdy kobieta ma partnera młodszego od siebie o 20 lat to się oburzamy. Dlaczego tak różnie oceniamy ludzi?

Wszystko się zmienia i nic nie trwa wiecznie. To co dziś wzbudza emocje jutro może stać się normą. Myślę, że warto mieć to na uwadze.

Warto też zadać sobie pytanie czy nie zbyt gwałtownie reagujemy na przejawy indywidualizmu?

Rutinacea Max i zasada autorytetu

Pewnie wielu z nas widziało reklamę, w której Pani Jolanta Kwaśniewska zachwala Rutinaceę Max. Dlaczego firma sięgnęła po byłą Pierwszą Damę? Tylko dla tego, że jest miłą osobą? Chyba nie.

Pani Jolanta w czasach prezydentury jej męża wielokrotnie bywała w towarzystwie głów państw, w tym głów koronowanych, zajmowała się działalnością dobroczynną, założyła fundacje Porozumienie bez barier, potem zaczęła występować w programie Lekcja stylu na kanale TVN Style, aby w końcu go samodzielnie prowadzić, wydała dwie książki i dla jakiejś części społeczeństwa stała się autorytetem i wzorem do naśladowania. Ten właśnie efekt, efekt autorytetu ma tu zadziałać.

Skoro sama Pani prezydentowa to poleca to musi być dobre.

Ta sama zasada jest stosowana w wielu innych dziedzinach życia.

Dlaczego doradca finansowy powinien być dojrzałym człowiekiem? Ponieważ wtedy wzbudzi zaufanie i będzie miał większe szanse na to, że zostanie uznany za autorytet w swojej dziedzinie.

Dlaczego słuchamy szefa? Ponieważ z urzędu obdarzony jest autorytetem tzn posiada atrybuty władzy czyli dostęp do środków represji i nagród.

Dlaczego dzieci nas słuchają? Ponieważ je wprowadziliśmy w życie, uczyliśmy je, ufają nam i dlatego jesteśmy dla nich autorytetem.

Co pomyślicie o doradcy bankowym, który siedzi przy zabałaganionym biurku i jąka się odpowiadając na nasze pytania? Na pewno nie zna się na rzeczy i nie jest dla nas autorytetem. Jeśli zaś zostaniemy obsłużeni w sposób profesjonalny i kompetentny to wzbudzi to nasz szacunek i taki doradca może stać się dla nas autorytetem w tej dziedzinie.

Dlatego ta zasada jest wykorzystywana świadomie w wielu sferach życia w celu osiągnięcia konkretnych celów. Czasem też bywa nadużywana.

Zastanówmy się przez chwilę. Z czego rezygnujemy ufając autorytetom? Rezygnujemy z samodzielnego myślenia i analizowania.

Jak co roku nadchodzi sezon grypowy i jak co roku jesteśmy zalewani reklamami namawiającymi nas do wykupienia szczepień. Wielu osobom one pomagają, ale część populacji choruje po tych szczepionkach i mimo to nadal się szczepi, ponieważ w reklamie występuje np. ktoś ubrany jak lekarz. Skojarzenie z lekarzem ma nas przekonać. W dziedzinie zdrowia lekarz jest dla nas autorytetem.

Autorytety podobnie jak stereotypy, zaoszczędzają nam czasu i dzięki temu podejmujemy decyzje szybciej.

Tylko czy zawsze dokonujemy trafnego wyboru?

Czy autorytet zawsze prowadzi nas we właściwym kierunku?

Zasada wzajemności

W czasach gdy uczestniczyłem w kursach masażu zauważyłem, że gdy wykonuję masaż z zaangażowaniem to potem osoba obdarzona takim masażem ćwiczyła na mnie z równym zaangażowaniem. Jednocześnie zauważyłem, że jeśli ktoś wykonywał mi masaż nie przykładając się do tego to i mój zapał był mniejszy.

autor: Vincent van Gogh

Działała tu zasada wzajemności. Zasada, którą wpaja nam się od najwcześniejszych lat naszego życia. Zasada powszechna we wszystkich społeczeństwach całego świata. To ona pozwalała dawanym odkrywcom dawać przysłowiowe paciorki tubylcom aby uzyskać ich przychylność. Przypuszczam, że jeśli kiedyś nawiążemy kontakt z cywilizacją spoza naszej planety to pierwszy kontakt oparty będzie o tą zasadę.

Ta zasada jest tak silna, że wyłamanie się z niej naraża nas na społeczną krytykę. Ile razy słyszeliśmy:

Ona tyle dla Ciebie zrobiła a Ty się tak odwdzięczasz? 

To naturalne reakcje. Oczekujemy, że jeśli robimy dla kogoś coś dobrego to i z jego strony spotka nas to samo. Czasem jednak nie otrzymujemy tego i wówczas pojawia się poczucie pokrzywdzenia.

Tyle serca w to włożyłem i nikt tego nie docenia.

To też naturalna reakcja i bywa, że niektórzy ją wykorzystują do szantażu. Wystarczy wypomnieć drugiej osobie co dla niej uczyniliśmy. Starsi pamiętają taki tekst:

To PRL dał Ci wykształcenie a Ty teraz podnosisz rękę na socjalizm? 

Bywa, że niektórzy wcześniej planują, że czegoś będą od nas chcieli i zaczynają czynić przysługi, aby we właściwym czasie to wypomnieć i żądać rewanżu. Pewnie każdy spotkał się z nieoczekiwanym przymilaniem się, miłymi słowami, uczynkami, prezentami, przysługami aby potem usłyszeć: Chcę abyś zrobił….

To są przykłady nieetycznego wykorzystania tej zasady.

Zasada ta wykształciła się w celach prospołecznych. Jest to zasada, która ułatwia nawiązywanie kontaktów i nawiązywanie współpracy. Ułatwia kolektywne radzenie sobie z problemami. Buduje więzi społeczne. Pewnie też przyczyniła się do przetrwania i rozwoju naszego gatunku.

Miło jest gdy dwie nieznane sobie osoby spotykając się po raz pierwszy rozpoczną rozmowę od wzajemnych grzeczności. Dobre słowo za dobre słowo. Daje to sygnał jaki charakter relacji ma się nawiązać i jakie są wzajemne intencje.

Miło też jest gdy ludzie sobie pomagają i wzajemnie wymieniają się przysługami oraz pomocą. Buduje to pozytywne relacje między nimi. Wiemy, że możemy wzajemnie na sobie polegać. Wiemy, że gdy będziemy potrzebowali pomocy to mamy przyjaciół. Buduje to w nas poczucie bezpieczeństwa i wiarę w uczciwość ludzi.

W taki właśnie sposób korzystajmy z tej zasady.

Zasady wzajemności.

Praca nad zmianą

Nie mogła się dogadać z szefem. Trzasnęła drzwiami i wybiegła z płaczem. Ponownie uzyskała potwierdzenie, że mężczyznom nie można ufać, że wszyscy są tacy sami. Jej relacje z mężczyznami się systematycznie pogarszały i coraz bardziej rzutowały na pracę. Okresy zatrudnienia były coraz krótsze a odejścia z pracy coraz bardziej burzliwe. Co się działo?

autor: Vicent Van Gogh

To hipotetyczna sytuacja, ale pokazuje pewien mechanizm. W pewnych sytuacjach zachowujemy się w określony sposób. W wyżej przytoczonym przykładzie negatywne przekonanie o mężczyznach rzutuje na relacje z nimi. Co mogło spocząć u podstawy takiego przekonania?

Zawód miłosny przeżyty w okresie dojrzewania? Złe potraktowanie przez mężczyznę w czasie gdy była młoda? Może jakieś traumatyczne zdarzenie wpłynęło na powstania wzorca, że “nigdy nie zaufam żadnemu mężczyźnie”.

Odkrywanie wzorców jest niczym praca detektywistyczna. Szukając związków przyczynowych, cofamy się po nitce do kłębka i szukamy pierwotnej przyczyny. Odnalezienie jej bywa trudne, ale daje szanse na zmianę swoich reakcji, na poprawę jakości życia oraz poprawę relacji międzyludzkich.

Jedną z metod odkrywania i zmieniania wzorców jest regresing niehipnotyczny. Metoda pozwala na dotarcie do zdarzeń, które w powiązaniu z silnymi emocjami wpłynęły na naszą aktualną sytuacje życiową. Za pomocą tej metody możemy dotrzeć do punktów krytycznych, które miały wpływ na powstanie niepożądanych wzorców i je poznać. Po tym poznaniu zaczyna się praca.

Praca nad zmianą.

Ukryty wróg

Mamy w sobie coś takiego, że co jakiś czas chcemy coś zmienić. W swoim otoczeniu, życiu, odnieść sukces, coś stworzyć, albo po prostu schudnąć. Wtedy planujemy, podejmujemy zobowiązania, przyrzeczenia, działania i … efekty bywają różne. Zaczynają się pojawiać po drodze rozmaite trudności. Nieprzychylne otoczenie, brak pieniędzy, niesprzyjająca pogoda i wiele tzw. czynników obiektywnych. Czy jednak winne naszych niepowodzeń zawsze jest jedynie otoczenie? Gdy lepiej się przyjrzymy przyczynom porażek to zauważymy, że wiele z nich zawdzięczamy samym sobie. Okazuje się, że często sami sabotujemy własne zamierzenia. W dodatku robimy to nieświadomie i automatycznie. Bywa, że to nasze przyzwyczajenia działają wbrew nam.

Dlaczego? Jak to działa?

Całe nasze życie jest pasmem kolejnych doświadczeń. Doświadczamy od samego początku. Już w okresie prenatalnym odbieramy bodźce płynące z otoczenia, a po narodzeniu pojawiają się kolejne. Na tej podstawie budujemy naszą wiedzę o środowisku jakie nas otacza. Będąc u zarania naszego tutaj istnienia tworzy się podstawa rozumienia świata. Definiujemy swoje miejsce w nim, co jest bezpieczne, a co jest zagrożeniem, co jest korzystne, a co nie, które działania są efektywne, a które nie.

Pierwsze doświadczenia niczym początek matematycznego wzoru wpływają na kolejne nasze działania, wybory, decyzje i rozumienie tego co się wokół nas dzieje. Tworzą się wzorce zachowań, przyzwyczajeń i nawyków, które pomagają nam szybciej reagować i działać bez straty czasu na ponowne analizowanie kolejnej sytuacji. Starczy, że kolejna sytuacja jest podobna do wcześniejszej i już może zadziałać automat. Na tej bazie doświadczając kolejnych sytuacji życiowych budujemy piramidę naszych zachowań. W tej piramidzie panuje hierarchia. Jedne wzorce mają priorytet działanie przed innymi, a inne są podrzędne.  Hierarchia ustala się na podstawie okresu działania wzorca oraz siły emocji, które towarzyszyły utrwaleniu wzorca. W ten sposób wzorce z dzieciństwa mają dużą szanse na utrzymanie priorytetu, choć nie są niewzruszalne, ponieważ konsekwentne kreowanie nowego wzorca przy odpowiednio długim czasie i zachowaniu konsekwencji może to zmienić. Najszybciej jednak i w najbardziej nieprzewidzianym momencie może tą hierarchię zmienić emocjonalna reakcja na nagłe zdarzenie np jąkanie w wyniku doznanego szoku, albo rezygnacja z inicjatywy w pracy w wyniku stresującej, kategorycznej reprymendy przełożonego.

Tak to działa i zbiór tych wzorców, gmatwanina nie zawsze jasnych dla nas priorytetów powoduje, że mimo podejmowanych przez nas wysiłków wiele życiowych projektów skończyło się niepowodzeniem.

Jednocześnie wiele razy zdawało nam się, że osiągnęliśmy już upragniony cel, a po jakimś czasie okazywało się, że wróciliśmy do punktu wyjścia. Silną wolą, motywacją i konsekwencją możemy osiągnąć to czego chcemy, ale jak to utrzymać? Tymi cechami możemy stłamsić niekorzystne wzorce i odnieść sukces, zrzucić wagę ale później? Co się stanie gdy spadnie motywacja, bo nasza uwaga skupi się na czymś innym? Efekt jo-jo?

Dopóki sabotujące wzorce pozostają stłamszone, a nie zmienione, to wciąż pozostaje zgrożenie, że prędzej czy później dojdą do głosu i zaczną działać przeciwko nam.

Co zatem zrobić w tej sytuacji? Zmienić wzorzec i zastąpić go nowym.

Czy to jest trudne? Tak, bo trzeba włożyć w to pracę, konsekwencję i dbać o motywację.

Jednak czy warto?

Tak, jeśli chcemy coś zmienić.

Etapy relacji, czyli zmiany w życiu jak w przyrodzie

Wczoraj wróciłem z Borów Tucholskich. Jesień już w pełni. Chłodne wieczory i poranki, zmienna pogoda, przyroda zamiera i zmienia swe barwy. Cała natura przygotowuje się do nieuchronnego. Do zimy.

Kiedyś czytałem, że w USA prześledzono los kilkuset firm, które powstały sto lat temu. Do dnia dzisiejszego przetrwało z nich kilka. Kiedyś powstały, rosły, zdobywały rynek, uzyskiwały tzw ustabilizowaną pozycję, po czym nadchodziło wyzwanie, które powodowało, że musiały się zmienić. Czasem to się udawało, czasem nie. Czasem udawało się podążać za rynkiem przez jakiś czas, ale w większości przypadków firmy przestawały istnieć.

Cykl życia. Wiosna, lato, jesień, zima. Coś powstaje, rośnie i dojrzewa, aby w końcu obumrzeć i zgasnąć.

W miastach tego tak nie zauważamy. Naszym naturalnym środowiskiem jest dom i biuro lub inna zamknięta przestrzeń o w miarę ustabilizowanej temperaturze. To wprowadza nas w iluzje stałości.

Relacje między ludźmi mają podobny charakter. Gdy poznaje się dwoje ludzi, on i ona – zakochani lub pracownik z przełożonym – zatrudnienie, to na początku zawiązuje się relacja wypełniona dużą wzajemną ciekawością, badaniem siebie nawzajem, co można a czego nie, czy i w jakich sytuacjach możemy na sobie polegać a potem o ile szybko nie dojrzeje do rozstania, przechodzi w etap dojrzałej relacji z poczuciem wzajemnego bezpieczeństwa i zaufania. Zawsze jednak z czasem się kończy. Zmienimy pracodawcę, albo przejdziemy na emeryturę. Zmienimy partnera, albo owdowiejemy.

To naturalny porządek rzeczy. Ważne aby zdawać sobie sprawę z tego, że nic nie jest wieczne i wiedzieć, na którym etapie relacji się znajdujemy.

Ważne, bo po zimie przychodzi wiosna, która niesie nowe wyzwania i nowe pomysły i znowu będzie można zacząć coś nowego i znowu pojawi się szansa aby odnieść życiowy sukces. Czemu mielibyśmy to przegapić?

Negocjacje to gra, czyli Chińczycy na autostradzie

We wrześniowo-październikowym magazynie Coaching przeczytałem ciekawy wywiad z Dariuszem Skowrońskim, psychologiem kulturowym. Opowiada on o różnicach kulturowych mających wpływ na zrozumienie pomiędzy krajami Europy i Ameryki a krajami Dalekiego Wschodu. Mówi o tym jak zachowania uważane u nas za pozytywne mogą zostać odebrane jako niegrzeczne.

Japończykowi nie patrzymy w oczy, bo jest to traktowane jako wyzwanie. Nie odmawiamy w czasie negocjacji picia sake, bo to niegrzecznie. Nie upijamy się, bo to jeszcze gorzej. Nie przechwalamy się i nie reklamujemy, bo to nieelegancko i  zawsze bardzo dziękujemy, że poświęcono nam swój cenny czas.

Świadomość tych odmienności jest ważna w czasie negocjacji, ponieważ może mieć wpływ na ich przebieg. W momencie gdy odbywa się gra negocjacyjna, szukanie wzajemnego porozumienia i trwają próby odgadnięcia co ma na myśli druga strona i czego nam nie mówi, taka wiedza staje się bezcenna. Gdy poruszamy się w naszym kręgu kulturowym to nie zwracamy na takie rzeczy szczególnej uwagi. Kody kulturowe rozumiemy bez słów, więc możemy skupić się na cenie i warunkach umowy.

Ciekawa jednak rzecz się wydarzyła kilka miesięcy temu w związku z budową autostrady A2. Chińskie konsorcjum Covec wycofało się z budowy. Nie było w stanie dotrzymać terminu wskazanego w umowie. Umowę na wykonanie tych prac podpisano z nimi, ponieważ zaoferowali najniższą cenę.

W tym momencie wrócę do wyżej wspomnianego wywiadu. Mówi się w nim, że w kulturze chińskiej, w kulturze tamtejszych negocjacji, gdy zawiera się umowę, to z góry zakłada się, że nie jest ona ostateczna i że będą podpisywane do niej aneksy, a do tych aneksów kolejne aneksy.

Nie mam pojęcia czy w tej sytuacji zaszło takie nieporozumienie kulturowe, ale po przeczytaniu tego wywiadu tak mi się skojarzyło.

Tak czy inaczej, ważne jest aby pamiętać, że to co dla nas jest oczywiste i zrozumiałe, dla drugiej osoby może takie nie być. Zaoszczędzimy sobie pomyłek, czasu i może również pieniędzy.

Gry prospołeczne – Honor i krew

Wszyscy funkcjonujemy w jakimś szerszym kontekście, który określa ramy naszych zachowań i pokazuje co jest mile widziane a co jest naganne i stawia nas poza nawiasem społeczności. Czujemy to w rodzinnym domu, w szkole, w pracy, w społeczeństwie i innych najróżniejszego rodzaju grupach. Już przy dwóch osobach tworzy się ten kontekst. Przypomnijcie sobie pierwsze zakochanie, któremu towarzyszyło drżenie serca za każdym razem gdy zastanawialiśmy się czy to będzie się jej czy jemu podobało, czy nie zawiodę oczekiwań. Ten kontekst jest tak naturalny jak powietrze, którym oddychamy. Może właśnie dlatego gdzieś w codziennym życiu bywa , że nam umyka.

fragment okładki książki Honor i Krew J.Wicka wydawnictwa Portal

Nasza europejska kultura postawiła na skrajny, w porównaniu z innymi częściami świata indywidualizm. Gry, w które gramy nastawione są nierzadko na jednostkę, w szkole wtłaczamy uczniów w wyścig szczurów, szkolenia w pracy skupiają się na indywidualnych umiejętnościach z pominięciem współpracy.

Widziałem szkolenia, w czasie których trening umiejętności sprowadzał się do odegrania scenki przed innymi a potem do oglądania scenek w wykonaniu pozostałych uczestników. Zaangażowanie biorących udział w szkoleniu było z reguły niskie i nigdy te szkolenia nie kształtowały postaw profirmowych. Impreza integracyjna może spowodować, że pracownicy się polubią, ale to za mało aby zbudować lojalność wobec firmy.

Taka refleksja mnie naszła gdy czytałem opis nowej gry w systemie role playing games pt Honor i krew autorstwa Johna Wicka. Fabuła, kontekst gry osadzony jest w dawnej Japonii a gracze odgrywają postacie samurajów. Każde ich działanie zdeterminowane jest potrzebami klanu i władcy klanu, któremu służą. Klan kieruje się określonymi zasadami, których samuraj musi przestrzegać. Jeśli je złamie zostaje sam i przegrywa. Współpraca powoduje, że klan awansuje i się rozwija.

Jest to system, w którym działania prospołeczne i współpraca graczy są nagradzane. To propozycja innego podejścia do funkcjonowaniu w życiu. W Europie jesteśmy indywidualistami, ale komu nie brakuje czasem wspólnego przeżywania chwili. W firmach chcielibyśmy aby pracownicy utożsamiali się z miejscem pracy, aby współpracowali, ale nierzadko nagradzamy donosicielstwo i oczekujemy od nich wyścigu szczurów. W jaki więc sposób firma ma mieć zaangażowanych, współpracujących pracowników? Jeśli firma dorobi się dobrego sprzedawcy to prędzej czy później zostanie on kupiony przez konkurencję. Wynagrodzenie nie gwarantuje lojalności a ta przydaje się w trudnych czasach.

Wiem, że nawet menadżerowie wysokiego szczebla szukając inspiracji czytują Sztukę prowadzenia wojny Sun Zi czy Księgę pięciu kręgów Musashiego Miyamoto, więc i im polecę z czystym sumieniem Honor i krew Johna Wicka.

Myślę, że pozytywne wartości jakie niesie ta pozycja mogły by zostać z powodzeniem wykorzystane również w edukacji dzieci i młodzieży. Mam nadzieję, że na którymś z konwentów doczekamy się też tej historii w wersji LARP.

Konwent

Byłem w weekend po ogromnym wrażeniem. Wielka impreza, około 1000 osób uczestniczących i odwiedzających, kilkaset punktów programu, które odbyły się w ciągu trzech dni. Szereg prelekcji pisarzy i wykładowców uniwersyteckich, paneli dyskusyjnych i gier typu LARP oraz tradycyjnych.

To co mnie uderzyło to prządek, dobra organizacja, spokój i wzajemne poszanowanie.

Taki był tegoroczny Copernicon 2011. Spotkanie miłośników fantasy i sciente fiction.

Uczestniczyłem w wielu punktach programu, głównie w prelekcjach i LARPach czyli grach o charakterze teatru spontanicznego. Zobaczyłem, że dobrze czuję się w roli karczmarza rozkręcającego interes, dobrze czuję się w środowisku procesu sądowego, ale gorzej w klimatach świata, w którym miałem odegrać rolę programu komputerowego nadzorującego wirtualną przestrzeń.

Rozumiem, że dobrze się czułem w niektórych rolach, ponieważ handlem zajmuję się od dobrych 15 lat więc rola karczmarza jest dla mnie w jakiejś części naturalnym środowiskiem. Podobnie proces sądowy nie jest mi obcy, bo ukończyłem studia prawnicze, które odcisnęły na mnie swoje piętno.

Jednak informatyka , środowisko wirtualne, programowanie itp to dla mnie było duże wyzwanie. Z tym miałem problem. To jest dla mnie obce środowisko, ale właśnie tu pojawia się korzyść płynąca z gier tego typu. Możemy wcielić się w postać odmienną od naszej, możemy przećwiczyć inne zachowania i możemy zafunkcjonować w innym środowisku niż zwykle.

To są ćwiczenia, które poszerzają nam wyobraźnię, ćwiczą kreatywność, elastyczność, zdolność improwizacji, potrafią zaskakiwać i przygotowują nas na działania w nieprzewidzianych okolicznościach. Bardzo łatwo jest działać we własnym środowisku, ale życie rządzi się własnymi prawami i nie pyta nas o zdanie czy jesteśmy przygotowani na to co zaraz nastąpi. Dlatego uważam, że gry z elementami dramy mają duże znaczenie edukacyjne i zakres ich oddziaływania może pomagać w życiu osobistym oraz zawodowym. Tego typu gry mogą być cennym elementem edukacji szkolnej, oraz zawodowej. To są wyzwania

Jeśli czyta to uczeń lub student, pracownik czy menadżer to powiem wszystkim jedno: bierzcie udział w tych grach i stawiajcie się w niecodziennych rolach, bo to jedna niewielu bezpiecznych okazji aby sprawdzić swoje reakcje i zachowania. Jeśli czyta to ktoś nieśmiały to powiem: bierz udział w tych grach, bo Twoja nieśmiałość nikomu nie wyda się dziwna a Ty możesz poćwiczyć przełamanie tej cechy a ewentualna porażka obciąży Twoją postać a nie Ciebie, a jeśli czyta to ktoś kto chce wzmacniać swoje mocne strony, szlifować zdolności interpersonalne to i takie postacie i sytuacje się znajdą.

To są doskonałe okazje do rozwoju osobistego i tylko od nas zależy na ile zdecydujemy się z nich skorzystać. Szczerze polecam.

Marzenia i dylematy

Był przystojny, elokwentny, kulturalny, czuły, opiekuńczy, ale nie był jej mężem. Pierwszy raz w życiu poczuła emocje, o których jedynie marzyła. Dlaczego pojawił się właśnie teraz? Teraz gdy miała męża, dzieci, pracę, ustabilizowaną sytuację życiową? Jej mąż był dobrym człowiekiem. Dbał o rodzinę, mogła zawsze na nim polegać, wiedziała, że ją kocha i że zrobiłby dla niej wszystko. Szanowała go za to, ale nigdy go nie kochała. Wyszła za niego, by uciec z domu, by uciec przed ciotkami, które przy każdej wizycie pytały kiedy wreszcie wyjdzie za mąż, bo to już najwyższy czas. Wyszła za niego by nie zostać starą panną. Dlaczego właśnie teraz życie postawiło przed nią taki dylemat? Dlaczego takim dylematem stała się miłość?

Życie wciąż stawia nas przed wyborami. Co jakiś czas stawia nas przed dylematami, które mogą być kluczowe dla naszej przyszłości. Wówczas mocniej niż zwykle dociera do nas, że być może nie jesteśmy we właściwym miejscu. Dociera do nas, że wykonujemy pracę inną niż byśmy chcieli, że  przedsięwzięcie, w które jesteśmy zaangażowani nie daje nam satysfakcji, że związek z tą osobą nie jest tym czego pragniemy.

Co jakiś czas zdarza się chwila refleksji kiedy zadajemy sobie pytanie: czy o takim życiu marzyłem?

Jesteśmy uwikłani w szereg zależności i dokonywanie wyborów w takich warunkach nie zawsze jest komfortowe i nierzadko bywa aktem odwagi. Próba realizacji niektórych marzeń może zniszczyć dotychczasowe życie i dlatego tak trudne bywają te wybory. Sami musimy ocenić, które marzenia są etyczne i które z nich zaczniemy zrealizować. Bywają takie marzenia, które nigdy nie powinny się ziścić. Jeśli jednak dokonamy wyboru, który będzie korzystny dla nas i dla innych uzyskamy satysfakcję i ogromy zastrzyk energii co pozytywnie wpłynie na nasze życie osobiste i zawodowe. Jest więc o co walczyć.

Każdemu z nas ubywa czasu i nikt z nas nie wie ile go zostało, więc może warto oddać się chwili refleksji?

Umiejętność improwizacji

Jest 2011r. Na całym świecie wrze. Ludzie domagają się wolności. Zaczęło się na początku roku w północnej Afryce, potem w płomieniach stanęły brytyjskie Indie a teraz tereny zamieszkane przez Polaków i Węgrów. Kolejne narody wyrażają swoje niezadowolenie i chcą zerwać okowy kolonializmu. Liga Narodów, będąca kontynuacją dawnego Świętego Przymierza Rosji, Niemiec i Autro-Węgier poszerzona o potęgi kolonialne takie jak Wielka Brytania, Francja, Niemcy i USA oraz parę pomniejszych państw nie wiedzą co robić. Kryzys gospodarczy na świecie wymknął się spod kontroli. Nawet najnowocześniejsze maszyny różnicujące, szczyt i duma naszej technologii nie są w stanie obliczyć konsekwencji finansowych obecnych wydarzeń. Takich kłótni w Lidze jeszcze nie było. Obawiamy się wojny na skalę światową. Takiej wojny jeszcze nie było.

Oczywiście to fikcja, ale są miejsca gdzie bawiąc się w odtwarzanie scen z alternatywnej rzeczywistości, z innych czasów lub wręcz z innych światów ćwiczy się zdolność improwizacji i kreatywność. Są to gry typu LARP i jeepform. Spontaniczne z lekkim zarysowaniem fabuły. Wcielenie się w postać i odegranie jej charakteru w tak przyjaznym, bezstresowym środowisku poszerza horyzonty i kształtuje postawy. Zwłaszcza u młodych ludzi. Jest to metoda, którą można świadomie stosować do kształtowania konkretnych postaw i umiejętności interpersonalnych.

Uczestniczyłem w wielu szkoleniach, w tym w szkoleniach sprzedażowych. Słabą ich stroną było to, że przeważnie były przegadane a gdy dochodziło do odegrania scenki to robiły to dwie osoby na środku pokoju, otoczone przez grupę uczestników. Zawsze był to dyskomfort.

A co by było, gdyby skorzystać z doświadczeń tego typu gier i kształtować postawy w ten przyjazny sposób przy interakcji wielu uczestników? Przecież całe nasze życie jest improwizacją. Mamy w nim tylko jedną szansę i tylko jedno podejście. Tak jak tylko raz możemy na kimś wywrzeć pierwsze wrażenie. Jaki byłby efekt szkolenia w czasie którego kształtowalibyśmy konkretne umiejętności i postawy?

Kiedyś zorganizuję takie szkolenie i odpowiem sobie na to pytanie.

Puki co jadę dziś z rodziną do Torunia na Festiwal Gier i Fantastyki Copernicon. Będzie tam wiele gier opisanego przeze mnie typu. Będzie też wielu pisarzy gatunku oraz wiele prelekcji. Podobno ma się przewinąć ok 1000 uczestników.

W piątek o 22.00 grę pt Karczma pod Rozbrykanym Koziołkiem wystawia z kolegą mój syn. Chłopaki mają po 14 lat a napisali scenariusz gry na ok 40 postaci. Ta gra już miała swoją premierę w wakacje i wówczas była udana. To kolejna korzyść edukacyjna jaką tu widzę. Ci młodzi ludzie rozwijają swoje umiejętności organizacyjne i wyobraźnie. Uczą się ogarniania interakcji kilkudziesięciu postaci.

Ten typ gier pod względem edukacyjnym wydaje mi się godny uwagi i zastanawiam się jak szerokie możne mieć zastosowanie? Najlepiej jak sprawdzę to w praktyce.

Nieszablonowe myślenie

Społeczność została sama. Nietypowa. Same kobiety i dzieci. Mężczyźni odeszli w siną dal obiecując, że kiedyś wrócą. Jak zwykle wszystko zostało na głowie kobiet. Jednak tym razem same musiały wybudować dom.

Tak to się mogło zacząć. W XIX wieku w USA kobiety z Podlasia (podobno) wznosiły domy w technologii cordwood. Mawia się, że potrzeba jest matką wynalazków i coś w tym jest. Mężczyźni przemieszczali się w poszukiwaniu pracy i potrzeba zmusiła kobiety do budowania tanio i to z materiałów, które były dostępne na miejscu. Dlatego domy wznosiły z drewnianych wałków lub po prostu szczap drewna z zaprawą glinianą.

Dziś technologia ta jest uznana za ekologiczną i cieszy się zainteresowaniem. Modyfikuje się ją nieco aby domy były trwalsze niż ich pierwowzory, jednak zawsze pamięta się o tym, że ta technologia ma służyć zdrowiu.

Trudne czasy wymagają nieszablonowego myślenia. W trudnych czasach musimy być szczególnie kreatywni. Kryzys gospodarczy ostatnich lat wiele zmienił w układach biznesowych i w relacjach między ludźmi. Duże zmiany w otoczeniu często budzą lęk, jednak trzeba pamiętać, że jednocześnie są one szansą na zmianę własnej sytuacji życiowej. Im większe są zmiany tym większa jest szansa.

Jedynie pozostaje zadać sobie pytanie: Czy się odważę? Czy stać mnie na nieszablonowe myślenie?

Nastaw się na odbiór

Wiem co myślisz. Tak właśnie myślę. Wiem co zrobisz. Tak sam bym zrobił. Wiem jaką decyzje podejmiesz. Ja bym taką decyzję podjął. Nie ma innej możliwości. To oczywiste. Tak na prawdę to nawet nie musimy o tym rozmawiać. Szkoda nawet naszego czasu na rozmowę.

Jak często zdarza nam się tak myśleć? Jak często dokonujemy takich skrótów? Jak często dokonujemy projekcji własnych przekonań na drugą osobę? Jak często rezygnujemy z rozmowy, bo wydaje nam się niepotrzebna? Jak często umykają nam rzeczywiste potrzeby i oczekiwania drugiej osoby?

Sytuację z życia w jednej ze swych książek opisał Frank Bettger, legendarny amerykański agent ubezpieczeniowy. Był przekonany, że jego klientka nie kupi od niego już żadnej kolejnej polisy. Uważał, że ona już ich nie potrzebuje. Jednak klientka ich potrzebowała tylko, że kupowała je w konkurencyjnej firmie. Gdy Frank się o tym dowiedział to zobaczył, że padł ofiarą swojej wyobraźni. Zobaczył, że za mało rozmawiał z klientką o jej oczekiwaniach i potrzebach.

To częsty błąd, który występuje również w życiu prywatnym. Myślimy, że wiemy czego potrzebuje druga osoba nawet jej o nic nie pytając. Bywamy przekonani, że skoro my czegoś nie potrzebujemy to ktoś inny również tego nie będzie chciał.

Winne tu jest zaniechanie. Zaniechanie rozmowy, a czasem wystarczy spytać i posłuchać.

Dobra rozmowa składa się w 90% ze słuchania. Słuchając poznajemy faktyczne oczekiwania drugiej osoby. Unikamy wówczas pułapki zastawionej przez własną wyobraźnie.

Poznajemy wówczas faktyczne potrzeby i oczekiwania klienta, małżonka, dziecka, sąsiada czy innych ludźmi. Komunikacja w pracy i w domu staje się łatwiejsza. Komunikacja, dzięki nastawieniu się na odbiór.

Panta rhei – wszystko płynie

Ostatnie dni ciepła właśnie mijają. W Bieszczadach spadł śnieg a kilka dni temu było 20 stopni na plusie. Na naszych oczach zmienia się krajobraz.

autor obrazu: Claude Monet

Drzewa coraz bardziej mienią się złotem, brązem, czerwienią.

Przyroda staje się coraz bardziej kolorowa aby za chwilę usnąć do wiosny.

Wszystko się zmienia.

Panta rhei -wszystko płynie, jak powiedział Heraklit, grecki filozof.

To dobry moment, aby na chwilę przystanąć. Pójść do lasu, do parku, do ogródka. Poobserwować te zmiany i oddać się zadumie.

Wszystko płynie.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 541 other followers