Archiwum kategorii: Relacje z otoczeniem

Ślepota na zmiany

Co się stanie gdy wrzucimy żabę do gotującej się wody?

Żaba będzie chciała jak najszybciej z niej wyskoczyć.

Co jednak się stanie gdy wodę o zwykłej temperaturze, w której pływa żaba zaczniemy podgrzewać?

Nic, żaba się ugotuje.

Oczywiście nie polecam, aby to sprawdzać osobiście. Zaufajmy tu obiegowej opinii na ten temat.

autor: Paul Gauguin – Sjesta 1894

Ale jak jest z nami?

Czy zawsze reagujemy na zamiany?

Czy zawsze jesteśmy świadomi wszystkich zmian, które nieustannie zachodzą wokół nas?

Czy zawsze zauważamy najważniejsze dla naszego życia wydarzenia?

Czy jesteśmy całkowicie świadomi?

W psychologii występuje zjawisko, które określa się ślepotą na zmiany.

Zaobserwowano je w trakcie wielokrotnie przeprowadzanego w różnych warunkach i na różnych grupach eksperymentu. Ustalono, że nie jesteśmy w stanie zaobserwować wszystkich zmian, które się dokonują w naszym otoczeniu. I to nie byle jakich zmian. Chodzi nawet o te zmiany, które dzieją się w polu naszego widzenia.

Spektakularnym przykładem jest eksperyment, w którym: prowadzący rozdał kilkunastu uczestnikom pewien formularz do wypełnienia, po czym nie informując o tym uczestników, zamienił się z kolegą, który zebrał te formularze zamiast niego. Badanie wykazało, że około 75% uczestników nie zauważyło zamiany prowadzącego mimo, że wyglądał inaczej i ubierał się w odmienny sposób . Uwaga uczestników była skupiona gdzie indziej.

Psychologia tłumaczy to zjawisko tym, że ślepota na zmiany pełni rolę adaptacyjną i chroni nas przed gromadzeniem zbyt dużej ilości danych. Nasz mózg nieustannie filtruje napływające informacje, co z jednej strony ułatwia nam bieżące funkcjonowanie, ale z drugiej strony powoduje, że duża część informacji umyka naszej uwadze.

Kto z tego korzysta?

Nagminnie korzystają z tego iluzjoniści. To właśnie stąd bierze się fenomen znikających lub pojawiających się w dłoniach przedmiotów, oraz wielu innych sztuczek.

Kto jeszcze?

Sprawny handlowiec rozmawia z klientem o tym co klienta interesuje, odpowiada na jego pytania, pozyskuje jego zaufanie, wspomina o części warunków opisanych w umowie i daje umowę do podpisu. W procesie sprzedaży handlowiec sprzedaje dwie rzeczy:

  • siebie, czyli swój wizerunek godnego zaufania fachowca, oraz
  • oczekiwania, czyli wyobrażenie klienta o produkcie lub usłudze, którą klient chce nabyć.

Uczciwy handlowiec da klientowi to czego on potrzebuje i nie sprzeda czegoś co klientowi nie jest niepotrzebne. Handlowcy z prowizyjnym systemem wynagrodzenia są nieustannie poddawani pokusie zmanipulowania klienta.

Ile razy zdarzyło się nam kupić coś w sprzedaży wiązanej? Coś czego nie zamierzaliśmy kupić idąc do maketu lub banku? Nigdy? Gratuluje, jesteś w mniejszości.

Gdzie jeszcze występuje to zjawisko?

Oczywiście w polityce. Co jakiś czas spotykamy się medialnym rozdmuchiwaniem wydarzeń lub informacji, które mają przykryć inne, istotne, ale kontrowersyjne decyzje. Korzystają z tego rządy, oraz partie walczące między sobą o władze. Bardzo dobrze można obserwować to zjawisko w trakcie kolejnych kampanii wyborczych. Istotne jest zorganizowanie elektoratu wokół emocji a nie wokół programów. Emocje łatwiej docierają do ludzi, niż kilkustronicowe programy opracowane przez ekspertów.

I niestety nie ma w tym nic niezwykłego.

Kilka kadencji temu, w jednym z programów publicystycznych marszałek sejmu z rozbrajającą szczerością przyznał, że hasła wyborcze są tylko na okres kampanii wyborczej a potem przychodzi czas rządzenia. Była to odpowiedź na pytanie, dlaczego zwycięska partia wycofała się ze swojej sztandarowej obietnicy rezygnacji z finansowania swojej działalności z budżetu państwa.

Niepokojące w tym przypadku jest to, że my społeczeństwo wciąż jeszcze mamy małą świadomość mechanizmów jakie rządzą polityką i być może nigdy nie uzyskamy pełnej świadomości o tych mechanizmach.

A jak bywa w domu?

Kochanie te ładne kwiatki są dla Ciebie, najpiękniejszej i najukochańszej kobiety mojego serca, a ten zapach to tylko trzy piwa, które z kolegami wypiliśmy.

albo

Kochanie jesteś taki słodki, męski i wspaniały. Popatrz jakie dziś sobie kupiłam modne buciki. Podobam Ci się? (i tu Ona robi słodkie oczka)

albo

Mamo, tato! Dostałem dziś szóstkę z angielskiego i piątkę z matematyki i podpiszecie mi uwagę za zachowanie. Padłem ofiarą strasznego nieporozumienia.

Nie od dziś wiadomo, że złe wiadomości należy przekazywać z dobrymi, aby zniwelować niekorzystny efekt tych pierwszych.

Już dzieci bywają tego świadome.

Przytłoczeni masą informacji i bodźców, płynących z naszego otoczenia często nie dostrzegamy rzeczy ważnych i istotnych. Wydarzenia gwałtowne, nagłe, wywołujące emocje często otępiają nasze zmysły. Przykrywają istotny przekaz. Nieustanny szum informacyjny powoduje, że spada ostrość naszej percepcji i stajemy się mniej uważni i bardziej podatni na manipulacje.

Wiele osób z tego korzysta, a może i my sami.

Spróbujmy jednak być w tym uczciwi i chrońmy się przed manipulacjami innych.

A żaba?

Żaba jest drastycznym przykładem takiej ślepoty.

Tylko czemu w naszym języku funkcjonuje powiedzenie:

No i jesteśmy ugotowani.

Artykuł opublikowano dnia 9 kwietnia 2012 na MediaRP http://www.mediarp.pl/spoleczenstwo/slepota-na-zmiany-19610,0904.html

Po prostu – deep democracy

Paradygmat głębokiej demokracji dr Arnolda Mindella:

To nie władza, lecz świadomość tego, co wydarza się w dynamice życia danej osoby lub grupy jest istotą demokracji, zaś każda osoba stanowi część większej całości, a jej doświadczenia są ważne oraz niezbędne dla rozwoju danej grupy i całego społeczeństwa.

autor: Franz Marc - Niebieski koń 1911

Byłem wczoraj na ciekawych zajęciach.

W dniu 4 kwietnia br w Ośrodku Psychologii Procesu PO PROSTU w Gdańsku Wrzeszczu odbył się otwarty proces grupowy, oparty o paradygmat głębokiej demokracji dr Arnolda Mindella, facyliowany przez Alicję Klein.

W procesie wzięło udział kilkanaście osób. Część z nich się nie znała i podobnie jak ja uczestniczyła w takich zajęciach pierwszy raz.

Na początku się przedstawiliśmy i powiedzieliśmy dlaczego tu przyszliśmy. Ja o psychologii procesu usłyszałem kilka lat temu, gdy przeczytałem książkę dr Arnolda Mindella pod tytułem Psychologia i szamanizm. Nadarzyła się okazja, aby poznać ludzi, którzy się tym pasjonują i przyjrzeć się tematowi z bliska, więc się pojawiłem.

Wspólnie wybraliśmy Wolność osobista, a normy społeczne na temat naszej wspólnej pracy z procesem.

Bardzo szybko dokonała się polaryzacja stanowisk. Część osób uważała, że normy społeczne są najważniejsze dla społeczeństwa i uzasadnione jest ograniczanie wolności jednostki, a inna część wybrała nieskrępowaną wolność osobistą jako wartość nadrzędną.

I tu można zadać pytanie: I co z tego?

Przecież na co dzień różnimy się w różnych kwestiach z różnymi ludźmi i co dziennie słyszymy polityków, którzy nieustannie prowadzą spory.

W moim odczuciu własnie w tym momencie zaczęła się praca z procesem.

Wyrażaliśmy swoje opinie, zajmowaliśmy stanowiska, obserwowaliśmy nasze emocje i … przyjmowaliśmy czasem poglądy strony przeciwnej. Zwłaszcza to ostatnie przyczyniało się do lepszego zrozumienia intencji drugiej strony. Lepiej też można było zrozumieć swoje emocje i zaobserwować, jak się czujemy z poglądem odmiennym niż nasz. Skłaniało to do różnych refleksji:

  • a może ten pogląd jest słuszny?
  • a może zweryfikuję swój pogląd i włączę do niego elementy z przeciwnego poglądu?
  • a może zbudujemy razem jakąś nową jakość?

No właśnie, czy strona przeciwna zasługiwała na takie miano? Na miano przeciwnika? A może coś nas łączyło?

Proces jest zjawiskiem dynamicznym i bardzo szybko pojawiła się grupa, która uważała się za całkowicie wolną od tych problemów. Stanęła ponad nimi i nie czuła potrzeby, aby toczyć spory o cokolwiek. Dała sygnał:

  • Jestem wolna.
  • Sama kierują własnym życiem, czy chcesz tego czy nie.
  • Twoje wysiłki uszczęśliwienia mnie są bezcelowe.

Niedługo potem powstała nowa grupa, która proponowała luźno zorganizowane i tolerancyjne społeczeństwo, które akceptowało różnorodność. Sygnalizowała:

  • u nas jest miejsce dla każdego, rownież dla Ciebie.

Przemieszczanie się pomiędzy tymi grupami-poglądami pozwalało spojrzeć na problem z innej perspektywy i lepiej go zrozumieć. Z czasem, stopniowo zaczęliśmy się do siebie zbliżać, choć nie wszyscy temu ulegli.

Pod koniec stała się ciekawa rzecz. Gdy pogląd regulacji norm społecznych znalazł się w znacznej mniejszości i nic nie zapowiadało, że osoby reprezentujące ten pogląd chociaż trochę go zmodyfikują, aby się zbliżyć się do wolnościowców (tak roboczo nazwałem tę grupę-pogląd), wolnościowcy odpuścili i przestali toczyć spór. Momentalnie nastała cisza. Widać było, że poczuli ulgę. Czuli się z tym dobrze i byli zadowoleni. Spór stał się bezprzedmiotowy, a regulatorzy stracili punkt odniesienia. Zostali sami. To było jak akt obywatelskiego nieposłuszeństwa, jak zamanifestowanie się wolności. Przyszedł mi wówczas na myśl Mahatma Gandhi i jego idea ahinsy. Walki bez przemocy. Przecież nawet największy tyran staje się nikim, gdy tylko przestajemy się go bać i czujemy, że w jedności jest nasza siła.

Jeszcze długo po tym procesie nasuwały mi się różne ciekawe refleksje. Proces okazał się bardzo inspirujący.

To co chcę szczególnie podkreślić w tej technice to sposób uzyskiwania consensusu. Przynależność do grupy reprezentującej jakiś pogląd nie była stała. Nieustannie następowały zmiany w składzie poszczególnych grup a i same poglądy wciąż ewoluowały.

Zdaje mi się, że zamanifestowała się idea głębokiej demokracji. Osoby biorące udział w procesie znalazły wspólny język i nastąpiło pomiędzy nimi zbliżenie poglądów. Zaistniał consensus.

Wszystko to odbywało się w miłej luźnej atmosferze przy dobrym wsparciu Alicji Klein.

Mam nadzieję, że podobne spotkania będą się jeszcze odbywały, ponieważ spełniają ważną rolę edukacyjną. Chciałbym żyć w społeczeństwie, w którym ludzie potrafią ze sobą rozmawiać.

Techniki skutecznej sprzedaży czy skutecznego oszustwa?

Dzień dobry! Czy rozmawiam z Panią Anną? W związku z tym, że opłaca Pani regularnie rachunki chcę Panią zaprosić po odbiór darmowej nagrody wartości 120,-zł oraz na darmowy poczęstunek. W trakcie poczęstunku odbędzie się niezobowiązująca prezentacja atrakcyjnych wycieczek organizowanych przez naszą firmę. 

autor: Pablo Picasso

Prezentacja odbyła się w hotelu. Przybyło na nią kilkadziesiąt osób. Uwagę zwracał wiek zaproszonych. Jak się okazało nikt nie miał mniej niż 45 lat. Wszyscy, którzy przybyli otrzymali kremy lub zestaw noży Ginsu 2000. W czasie prezentacji przedstawiono kołdry z pasami magnetycznymi wartości 6.000 zł do nabycia za jedyne 3.000 zł. a potem rozlosowano kilka wycieczek do Tyrolu, Toskanii i na Costa Brava wartości 3.000 zł, ale teraz wyjątkowo za jedyne 1.800 zł wraz z osobą towarzyszącą gratis. Trzeba było wpłacić jedynie 150 zł celem nabycia rezerwacji.

Kilka osób kupiło kołdry. Wszyscy, którzy nabyli rezerwacje zapłacili.

Prezentacja zakończyła się sukcesem.

Co jednak było nie tak?

Zaproszenie miało charakter wyróżnienia. Sumienne opłacanie rachunków się opłaciło. Uczciwość została nagrodzona prezentami.

Wiek zaproszonych wskazywał grupę docelową, do której była adresowana oferta. Dokonano segmentacji klienta.

Prezentacje przeprowadzono fachowo, kompetentnie, rzeczowo.

Prezenter grzeczny, miły, elokwentny.

Wylosowane wycieczki były cenowo atrakcyjne, a zaprezentowane warunki przejazdów i program dobry.

Co jednak było nie tak?

Noże ponoć o wartości 120zł są do kupienia za pośrednictwem internetu za 9 dolarów.

Na pojawiające się pytania za jakie rachunki te nagrody, jak się dowiedziałem padały różne odpowiedzi np. za rachunki telefoniczne, za płatności kartą, za zakupy w aptece itp. Nikt nie wyjaśniał, która apteka czy bank udostępniły dane osobowe.

Dobór wiekowy grupy docelowej sugeruje, że firma liczy na osoby bardziej podatne na sugestie.

Firma nie jest znana Krajowej Izbie Turystyki, nie posiada na swojej stronie internetowej rzeczowej, szczegółowej oferty wyjazdów.

Z tego co można przeczytać na forach, firma działa na terenie całego kraju. Wiele opinii sugeruje, że ludzie czują się naciągani i oszukiwani.

Szkoda mi starszych ludzi, którym opowiadając o wyjeździe do Toskanii, wyświetlano zdjęcie papieża Jana Pawła II i obiecywano wycieczkę do Watykanu.

Takie warunki stworzono do sprzedaży. Skuteczne, ale chyba dalekie od etyki.

Uwaga

Sytuacja, którą opisuje jest fikcyjna i stworzyłem ją na podstawie opinii jakie wyrażało wiele osób na niżej wymienionym forum, oraz historii jaką usłyszałem w tym tygodniu od znajomej. W ostatnich tygodniach Wejherowo jest intensywnie obdzwaniane przez kolejną firmę zapraszającą na prezentację z darmowymi prezentami. Już wiele razy słyszałem podobne historie dla jednych będące pokazem skutecznej sprzedaży, a dla innych pokazem zwykłego oszustwa. Mam nadzieje, że opinie z poniższego forum są nieprawdziwe.

http://www.forum-turystyczne.pl/q/fo_id,263642,,,solarmed-wycieczka.html

Mniejsze zło, uniwersalna socjotechnika

Głosujcie na nas! Jeśli nasi przeciwnicy dojdą do władzy to grozi nam dyktatura, gwałcenie praw obywatelskich, zapaść cywilizacyjna i utrata pozycji na arenie międzynarodowej!

Wybory są szczególnie dobrym momentem do obserwowania stosowania socjotechnik w praktyce. W czasie wyborów często nie jesteśmy zadowoleni w 100% z programu partii na którą głosujemy, ale pocieszmy się, że dokonaliśmy wyboru mniejszego zła. W efekcie decydujemy o tym, co nie powinno się zdarzyć, zamiast decydować o tym co powinno się wydarzyć. Skupiamy się na negatywach i taki negatywny wydźwięk uzyskuje polityka.

autor: Henri Matisse

Jednak czy tylko w polityce mamy do czynienia z tzw. mniejszym złem?

Ile razy dzieci są stawiane przed właśnie takim wyborem?

- Jeśli nie będziesz się uczył to następnym razem jak wrócę z wywiadówki dostaniesz w tyłek!

W efekcie dziecko nie lubiące nauki dokonuje negatywnej selekcji.

- Choć nie lubię się uczyć – myśli – to lepsza taka dolegliwość, niż lanie.

Ile razy jadąc na urlop zdarza się taki wybór?

- Chcę pojechać na urlop do egzotycznego, ciepłego kraju, nad ciepłe morze, ale mnie nie stać więc pojadę do Mielna nad Bałtyk.

A co jeśli dotyczy to wyboru partnera życiowego?

- Co prawda nie jest piękny/piękna, ale jest i jakoś się przyzwyczaję, nie chcę zostać sam/a na starość.

Ile razy dokonujemy wyboru mniejszego zła?

Jak często utwierdzamy się w taki przekonaniu, w takim myśleniu?

Nawet mamy przysłowia na tą okoliczność:

- Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma.

- Na bezrybiu i rak ryba.

Gdzie tu socjotechnika?

Wiedząc jak często nam towarzyszy takie myślenie, łatwo je wykorzystać i obrócić je przeciwko nam.

W czasie wyborów politycy licytują się w obrzydzaniu nam swoich przeciwników, starając się uruchomić w nas ten mechanizm.

Po wyborach, podejmując kontrowersyjne decyzje starają się dołączyć do nich dodatkowo takie, które:

- wzbudzą w nas oburzenie i wówczas będą mogli z części z nich zrezygnować ku naszemu zadowoleniu, a swój pierwotny cel i tak osiągną. W negocjacjach można porównać to do sytuacji, w której sprzedający chce uzyskać cenę np. 100.000zł, ale proponuje 120.000zł, po czym targując się opuszcza o 20.000 zł i nabywca jest zadowolony i sprzedający zarobił ile zamierzał. Z życia biorąc, Rosja już nie raz zimą odcinała dostawy gazu do Europu, aby uzyskać wyższą cenę za gaz, cenę jaką sobie na początku założyła. Przywrócenie dostaw gazy stawało się elementem negocjacji, po czym wszyscy się cieszyli, że jest ponownie gaz mimo, że droższy;

- albo nie rzucające się w oczy, doczepione przy okazji przepisy ze znaczenia, których sobie czasem nie zdajemy sprawy. W negocjacjach można to porównać do sytuacji sprzedaży wiązanej tzn. kupującemu nie zależy na dodatkowo nabywanej korzyści i jest mu ona obojętna, ale tak bardzo zależy mu na tej podstawowej, że godzi się na zakup całego pakietu. Z życia, możemy przytoczyć obecne protesty przeciw podpisaniu porozumienia ACTA, które w szerokim odbiorze społecznym zagrozi wolności w internecie, a tym czasem podstawową sprawą są pieniądze z patentów należących do wielkich korporacji. W tym przypadku uwaga społeczna jest skierowana w inną stronę i może nawet uda się ochronić swobodę w internecie, ale korporacje prawdopodobnie i tak zarobią, bo ile osób na to zwróciło uwagę?

Jak widać, socjotechnika mniejszego zła ma bardzo szerokie zastosowanie, a im częściej wybieramy w swoim życiu  mniejsze zło, tym łatwiej się jej poddajemy.

Piramida w głowie

Jeszcze wczoraj prowadzili mądre dyskusje o naturze świata, miejscu człowieka w przyrodzie, o tym gdzie mieszkają liczby pierwsze i z każdą taką dyskusją czuli, że znaleźli swoje miejsce w życiu, że są ważni, że są elitą społeczeństwa. Czuli, że ich samorealizacja sięga szczytu.

Swoją drogą, jak mogli myśleć inaczej, skoro cieszyli się powszechnym szacunkiem i uznaniem? Otrzymywali odznaczenia budowniczych “tego i owego”. Ich potrzeba szacunku i akceptacji była zaspokojona.

autor: Francisco Goya - cykl Okropności wojny

Czuli się ważną częścią społeczności. Ludzie ich kochali. Kochali ich pomysły, ich publiczne, nadawane na żywo w tv prezentacje szermierki słownej.

Wiedzieli, że ludzie chcą ich oglądać. Mieli podpisane kontrakty na kolejne odcinki ich programu. Dawno nie czuli się tak bezpiecznie. Domy, samochody, baseny, szampan, kawior i kobiety.

Wyglądało na to, że wszystkie ich potrzeby były zaspokojone.

Jednak nagle wszystko się zmieniło.

Nikt nie przewidział, że wojna wybuchnie z taką niepohamowaną gwałtownością.

Elektrownie i nadajniki zostały wyeliminowane w pierwszej fazie ataku.

Brak było informacji co i gdzie się dzieje. Wybuchała panika.

Kontrakty stały się nieważne, każdy martwił się o siebie, więzi społeczne uległy rozerwaniu, jutro stało się niepewne.

Już nie liczyły się:

  • potrzeba samorealizacji,
  • potrzeba szacunku i uznania,
  • potrzeba przynależności i miłości,

nawet

  • potrzeba bezpieczeństwa przestała być ważna

została tylko

  • potrzeba fizjologiczna.

Zapewnić sobie biologiczne przetrwanie do jutra.

Zeszliśmy na sam dół opisanej przez XX-wiecznego amerykańskiego psychologa humanistycznego Abrahama Maslowa hierarchii potrzeb, zwanej przez niektórych piramidą Maslowa.

Spadliśmy na sam dół, który charakteryzuje zwierzęta i pierwotniaki. Przeżyć i przedłużyć gatunek. Dwie ostateczne potrzeby.

Życie wystawiło nas na próbę, a próba pokazała jak niewiele nas odróżnia od zwierząt. Piramida potrzeb w naszej głowie się zawaliła.

Spadliśmy w otchłań.

Celem powyższego tekstu jest ukazanie struktury i redukcji potrzeb uszeregowanych wg Abrahama Maslowa.

Współcześni retorzy

Agent wreszcie skończył prezentację oferty ubezpieczeniowej. Małżonkowie odetchnęli z ulgą. Będą mogli mu grzecznie odmówić, podziękować za wizytę i więcej go już nie zobaczą, a ich przyjaciółka będzie zadowolona, że dali szanse jej nowemu chłopakowi. Choć wydaje się to nieprawdopodobne, to agenci ubezpieczeniowi też miewają bliskich, przyjaciół, a nawet rodziny.

autor: Auguste Renoir - Konwersacja

- Dziękujemy Panu za poświęcony nam czas. Prezentacja była bardzo ciekawa i jeśli będziemy zainteresowani to się z Panem skontaktujemy. W tej chwili nie stać nas na opłacanie składki ubezpieczeniowej – grzecznie i z poczuciem zakończonego spotkania oznajmił Pan domu.

- Nie stać Państwa na składkę? Cóż, w takim razie jest to właśnie najlepszy powód, aby się ubezpieczyć. Bezpieczeństwo finansowe Pana małżonki gdy Pana zabraknie jest przecież dla Pana najważniejsze. Nieprawdaż? 

Po tych słowach żona spojrzała wymownie na męża. Mąż stracił głos i spotkanie zamiast się zakończyć, przeszło w fazę negocjacji.

Jak to możliwe?

Rozmowa to swoista gra, a słowa są w niej wieloznacznymi symbolami. Każdy z  graczy, próbuje nadać własny sens tym symbolom tak, aby doprowadzić do pożądanego przez siebie zakończenia.

W dawniejszych czasach elementem wykształcenia była retoryka, czyli sztuka wysławiania się i skutecznego argumentowania. Sztuka ta wywodzi się ze starożytnej Grecji a spopularyzowali ją w Atenach w V w p.n.e. Protagoras i Gorgiasz, ówcześni sofiści. Nauka polegała między innymi na tym, aby potrafić przekonująco uzasadnić swoje stanowisko oraz tak samo przekonująco uzasadnić stanowisko przeciwne. Sztuka ta okazała się tak użyteczna, że uczyli jej się nawet politycy.

Skoro można było przekonująco uzasadniać każdy pogląd to pojawiła się możliwość manipulacji a wraz z nią wiele technik, zwanych technikami erystycznymi.

Jednej z takich technik użył w przytoczonym na wstępie przykładzie agent ubezpieczeniowy. W błyskotliwy sposób odwrócił argument przeciwnika przeciwko niemu samemu, pozbawiając go w zasadzie obrony.

Jest to chytre zagranie, które w większości przypadków pozbawia przeciwnika dalszej argumentacji.

Można jednak spróbować po raz kolejny odwrócić argument przeciwko agentowi.

Jak by brzmiał, ten sam po raz kolejny odwrócony argument?

A może jest inne, asertywne rozwiązanie tej sytuacji?

Jeśli ktoś ma pomysł to czekam na podpowiedzi do końca stycznia 2012r. Osoba, która sformułuje najskuteczniejszą, asertywną, ripostę na słowa agenta otrzyma wirtualny Laur Retora.

Efekt deprywacji korporacyjnej

Na początku lat pięćdziesiątych XX wieku, kanadyjski psycholog Donald Hebb przeprowadził na McGill University w Montrealu szereg eksperymentów sfinansowanych przez CIA. Ich wyniki początkowo były dostępne jedynie dla władz USA. Po ujawnieniu przebiegu eksperymentów wzbudziły one kontrowersje i zostały przez niektórych kolegów po fachu określone jako tortury. O co chodziło?

autor: Salvador Dali

W eksperymentach brali udział ochotnicy, którzy w każdym momencie mieli możliwość jego przerwania. Sami decydowali jak długo będzie trwał eksperyment i niektórzy kończyli go już po kilku godzinach, niektórzy po kilku dniach, a żaden nie wytrzymał dłużej niż tydzień. Ponieważ nikogo z nich nie pozbawiono wolności, nie można było mówić o torturach.

Ochotnikom proponowano wynagrodzenie w wysokości 20 dolarów, co było wówczas wysoką sumą za taką usługę, jeśli w trakcie eksperymentu nic nie będą robili. Zarobek wydawał się łatwy, jednak okazało się, że chodzi o przebywanie w środowisku pozbawionym bodźców zewnętrznych. Ochotnicy mieli leżeć, w dźwiękoszczelnych pomieszczeniach, z “rękawami” izolującymi przed dotknięciem, z wygłuszającymi słuchawkami na uszach i ciemnymi okularami pozbawiającymi oczy dopływu światła. Słowem, całkowita izolacja.

Był to W Stanach Zjednoczonych okres makkartyzmu, walki z wrogiem wewnętrznym i wykrywania sympatyków komunizmu. Na tej fali rozpoczęto badania nad zjawiskiem prania mózgów i nieetycznego kształtowania postaw o co posądzano ZSRR i Chiny.

Efekt eksperymentów był taki, że większość ochotników już po kilku godzinach doznawała omamów wzrokowych lub słuchowych. Myśli pędziły jak szalone i pojawiały się obrazy z przeszłości. W końcu pojawiały się halucynacje.

Zjawisko to nazywa się deprywacją sensoryczną. Jej celem jest zredukowanie dopływu wszelakich bodźców-informacji z otoczenia, co powoduje, że człowiek jest całkowicie wyalienowany ze środowiska naturalnego oraz społecznego. Mózg pozbawiony bodźców zaczyna zajmować się sam sobą i samorzutnie, spontanicznie uruchamia różne partie neuronów, generując rozmaite wizje.

Wynik tych badań są jednoznaczne. Deprywacja jest destrukcyjna. Powoduje zaburzenia emocjonalne (lęk, niepokój), a trwając przez dłuższy czas przyczynia się do spadku poczucia własnej tożsamości. Stymulacja zmysłowa, lub szerzej, wymiana bodźców ze światem zewnętrznym jest niezbędnym warunkiem sprawnego działania człowieka w środowisku.

Deprywacja występuje również w innych postaciach:

deprywacja potrzeby, tzn.  pozbawienie człowieka przez jakiś czas ważnych dla niego czynników biologicznych, psychologicznych lub społecznych ,

deprywacja polityczna, tzn. utrudnianie bądź zamknięcie dostępu do stanowisk publicznych przedstawicielom określonych grup wyodrębnionych na podstawie narodowości, rasy, wieku, przynależności itp.

deprywacja relatywna, tzn. rosnąca w subiektywnym odczuciu dysharmonia pomiędzy stanem odczuwanym a stanem pożądanym.

W każdej z nich występuje wyalienowanie i utrata kontaktu ze światem zewnętrznym.

Mam wielu znajomych pracujących w różnych korporacjach na różnych stanowiskach. Od pewnego czasu częściej niż dotychczas obserwuję u wielu z nich stan, który nazwałem efektem deprywacji korporacyjnej. Człowiek poświęcający całe swoje życie korporacji traci kontakt ze światem niekorporacyjnym. Sprawy korporacji wypełniają całkowicie przestrzeń osobistą i jedynym realnym życiem wydaje się środowisko biznesowe. Z czasem następuje wypalenie, zmęczenie i zniechęcenie. Rozmowy z rodziną stają się coraz trudniejsze, narasta stres i napięcie oraz coraz częściej dochodzi do kłótni. W końcu człowiek staje się nieefektywny, pracodawca nie jest z niego zadowolony a rodzina stawia ultimatum. Szanse na zmianę pracy maleją, ponieważ obniża się zdolność autoprezentacji. Nikt nie chce zatrudnić osoby pozbawionej entuzjazmu i chęci do życia. Kolejne niepowodzenia powodują zaburzenia emocjonalne i obniżenie poczucia własnej wartości. I wszystko dlatego, że praca była najważniejszą rzeczą w życiu.

Deprywacja korporacyjna, tzn. utrata kontaktu ze światem poza korporacją i uleganie złudzeniu, że interes korporacji jest ważniejszy niż własne zdrowie, oraz relacje społeczne i rodzinne. 

Zatrzymaj się na chwilę i przeanalizuj swoją sytuację.

Jakie są twoje relacje z otoczeniem, ze znajomymi i rodziną?

Kto z nas nie lubi promocji?

Od jakiegoś czasu pojawia się w telewizji reklama, w której aktor przekonując do promocyjnych zakupów mówi: Kto z nas nie lubi promocji?

Patrzę na to i myślę: Kolejna socjotechnika.

autor: Salvador Dali

To przewrotne hasło, sugeruje nam, że wszyscy lubią promocję a skoro wszyscy to i ja.

Jest inaczej? Nie lubię? Ryzykowne, bo to oznacza umieszczenie się na marginesie normy społecznej a przecież nikt nie chce być odmieńcem.

Tak odczytuję przekaz i intencje tej manipulacji. Nie jest ona czymś niezwykłym, bo reklamy codziennie starają się nas rozmiękczać, kształtować i kreować w nas potrzebę zakupu kolejnego produktu.

Wszystkie kobiety pragną tak pachnieć - padło kiedyś w jednej z reklam.

W łagodniejszej wersji ta socjotechnika występuje w postaci:

Większość uważa, że jesteśmy najlepsi, lub

Większość stomatologów używa pasty X (tu dodatkowo podparto się socjotechniką autorytetu).

Próbuje się tu uprawdopodobnić twierdzenie, aby nie można było zarzucić kłamstwa. Jednak jeśli to twierdzenie nie jest oparte o przeprowadzone badania, nie jest to podane do wiadomości wraz z reklamą oraz nie jest podana data wykonania tego badania (przecież opinie też ulegają zmianie) więc czym to jest jeśli nie manipulacją?

I tak dzień za dniem jesteśmy poddawani działaniu różnych socjotechnik.

Ciekawe, które z nich sami stosujemy w naszym codziennym życiu?

Techniki manipulacji stosowane w dyskusji nazywane są erystyką i dobrze je opisał w swoim dziele “Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów” Arthur Schopenhauer, niemiecki filozof żyjący na przełomie XVIII/XIX wieku.

Warto je znać, aby wiedzieć jak im nie ulegać.

Typowa blondi, czyli opowieść o stereotypie

Para wychodziła z centrum handlowego. On zwyczajnie ubrany, pchał przed sobą wózek pełen zakupów i modnych ciuchów. Ona, typowa blondi. Długie włosy, ostry makijaż, głęboki dekolt, sukienka dobrze dopasowana, buty na wysokich obcasach. Zwykły tandetny obrazek. Po chwili jednak, zatrzymali się pod wiszącymi sznurami kolorowych chorągiewek i ona, żywo gestykulując zaczęła mu coś tłumaczyć. Podsłuchałem…

autor: Andy Warhol

- …bo wiesz, one u nas to wiszą tak sobie dla ozdoby, ale w Nepalu to są na nich wypisane po tybetańsku teksty modlitw i tamtejsi buddyści wierzą, że wiatr te modlitwy zabiera w świat, bo linie Kagju, Geluk, Ningma i Sakja, a i też w Bon… – mówiła dalej, już nie taka tandetna i już wcale nie taka typowa blondi.

Widać tu błąd wynikający z posłużenia się stereotypem. Ten przykład jest oparty o stereotyp blondynki, czyli malowanej, wydekoltowanej, niemądrej blond tipsiary. Stereotypy potrafią mylić. Osoba oceniona jako głupia może być mądra, nacja uważana za chciwą pewnie posiada wielu pracowitych ludzi, a szkodliwe wyznanie może jest po prostu napływowe.

Skąd się biorą takie nierzadko krzywdzące uproszczenia?

Gordon Allport, amerykański psycholog, profesor Uniwersytetu Harvarda nazwał to prawem najmniejszego wysiłku. Podoba mi się to określenie, ponieważ oddaje istotę stereotypu, czyli upraszczanie i kategoryzowanie. Pełnią one funkcje pomocniczą w naszym życiu, porządkują naszą wiedzę o świecie i przyspieszają nasze reakcje na wydarzenia płynące z otoczenia. W filmach wojennych się mawia: najpierw strzelaj, potem pytaj. W chwilach zagrożenia stereotyp pomaga błyskawiczne działać, ale nie bez szkody. A jak w życiu codziennym?

Problem się pojawia, gdy niejako idąc na skróty oceniamy ludzi niesprawiedliwie.

Stereotyp staje się dla nas niebezpieczny gdy opierając się na płynących z niego fałszywych założeniach wyciągamy fałszywe wnioski i podejmujemy nietrafione decyzje. Budujemy w ten sposób nieprawdziwy obraz świata i zmniejszamy naszą skuteczność i efektywność.

Ciekawe jak byśmy funkcjonowali w świecie, działając w oparciu o fakty a nie błędne wyobrażenia?

Spróbuj wymienić pięć własnych stereotypów, zmień związane z nimi przekonania na całkiem przeciwne i pomyśl, jak wpłynęłoby to na twoje życie.

Kopciuszek i personal branding

Młoda , skromna, ładna dziewczyna wykorzystywana jako służąca przez złą macochę i jej dwie córki doznaje nagle awansu społecznego i radykalnej poprawy statusu materialnego. Możliwe? W bajce tak, a w rzeczywistości?

autor: Henri de Toulouse-Lautrec

Zmiana własnego wizerunku nie należy do prostych. O każdym z nas krążą opowieści i każdy z nas ma przypiętą “łatkę-opinię”, np. pracowity lub leniwy i leser, albo twardy ale sprawiedliwy szef, osoba publiczna bez charyzmy, rzemieślnik rzetelny, bankier chciwy, syn punktualny, szewc pijany, organizator imprez niezorganizowany itd.

Można opisać nas na różne sposoby i ludzie z naszego otoczenia mają o nas wyrobione zdanie. Jeśli jest to złe zdanie, zła opinia a chcemy ją zmienić to czeka nas sporo pracy. Jeśli jest to opinia pozytywna i pomagająca nam w życiu to możemy być zadowoleni, ale musimy pamiętać, że w życiu nic nie jest trwałe a wizerunek jest szczególnie delikatny i musimy o niego dbać, bo łatwo można go zniszczyć a o wiele trudniej odbudować.

Zmiana wizerunku wymaga czasu. Jest to budowanie własnej marki, niczym marki towaru. W krajach anglosaskich, gdzie najwcześniej świadomie zaczęto dokonywać zmian tego typu nazwano ten proces personal branding.

Początkowo działanie to dotyczyło polityków, dziennikarzy, aktorów, sportowców i menadżerów. To im, jako osobom najbardziej medialnym zależało na dbałości o właściwy wizerunek.

Dano więc o: wygląd, zachowanie, wypowiedzi, dokonania, z kim i kiedy się spotykano, gdzie bywano itd. Wydaje mi się, że gwiazdy show biznesu zrobiły tu największe postępy i umiejętnie kreując wizerunek podtrzymują zainteresowanie sobą swoich fanów.

Wykształciła się z tego swoista sztuka, dziedzina nauki z trenerami i coachami specjalizującymi się w kreowaniu wizerunku. W branży show biznesu stoją za tym poważne pieniądze.

Czy nie jest to jednak dla nas, zwykłych ludzi zbyt abstrakcyjne?

Myślę, że nie.

Na rynku pracy jesteśmy towarem. Mini firmą oferującą swoje usługi pracodawcy i ważna jest opinia o nas, oraz to czy potrafimy się odpowiednio ubrać, zachować, porozmawiać. Słowem, zaprezentować się, czyli sprzedać siebie.

W szkole dla przykładu, od zawsze ważne są pierwsze oceny w roku, albo pierwsze oceny u nowego nauczyciela. To wówczas powstaje o nas opinia, która determinuje jak nas zaszufladkuje nauczyciel i jakiego poziomu będzie nam wystawiał oceny.

W domu zaś, jeśli chcemy gdzieś sami wyjechać, rodzice muszą nam ufać, a jak mogą ufać jeśli nie dotrzymywaliśmy słowa i spóźnialiśmy się wieczorem do domu? Z tak złym wizerunkiem nie ma na co liczyć.

Sytuacja jednak nie jest beznadziejna. Potrzebujemy wykreowania nowego wizerunku, poprawienia opinii o sobie, ale pamiętajmy, że radykalna zmiana wizerunku nie będzie wiarygodna, a to oznacza, że im bardziej będziemy chcieli się zmienić tym dłużej będzie to trwało.

Na pewno należy zerwać ze złymi przyzwyczajeniami typu: spóźnienia, obmawianie, nieszczerość lub kłamstwo, lenistwo, leserstwo itp.

Należy je zastąpić pozytywnymi cechami typu: aktywność, pracowitość, śmiałość, deklarowanie pomocy, bywanie w dobrym towarzystwie itp.

Jeśli jest to zbyt ogólne a jesteś zatrudniony w zespole jakieś firmy to pamiętaj:

- w regularnych odstępach czasu np. tygodniowych dokonuj podsumowania swojej pracy i osiągnięć oraz informuj o nich swojego szefa,

- bądź aktywny i podsuwaj propozycje rozwiązania problemów w zespole lub firmie i choć może nie zostaną wykorzystane, to ty zostaniesz zapamiętany aktywny i ten, któremu zależy na firmie,

- zgłaszaj się na ochotnika do wykonywania zadań, zgłaszaj się do pracy w różnych zespołach, nawiązuj kontakty z pracownikami innych działów i placówek, w ten sposób ludzie cię poznają i będziesz miał większy dostęp do informacji i większe szanse na uzyskanie pomocy; wszak nikt nie jest wszechwiedzący i ważne jest, aby wiedzieć z kim rozmawiać,

- zawsze chwal swój zespół i jego osiągnięcia, oraz szefa z którym pracujesz, bo nikt nie lubi malkontentów i ciągłego narzekania,

- bądź potrzebny!!!

- no i pamiętaj o punktualności, wyłączaniu komórki na spotkaniach, uśmiechu oraz pozytywnym podejściu do współpracowników.

Daj się poznać z dobrej strony i dbaj o swoja markę, bo to twój towar. Tak na rynku pracy sprzedajesz siebie.

A co u Kopciuszka? Dobra Wróżka była jej trenerem i coachem. Pomogła jej wykreować nowy wizerunek. Ubrała ją stosownie, nauczyła dobrych manier, zadbała o dobry transport i udało się. Służąca została księżniczką.

Zastanawiam się tylko, czy Dobra Wróżka została później przy Kopciuszku i nadal doradzała jej w sprawach wizerunku.

Wszak praca nad personal brandingiem nie kończy się nigdy.

Asertywność w pralni chemicznej

Szybko w myślach powtórzyłem sobie zasady asertywnej postawy, o której pisał w swojej książce Asertywność doskonała Jan Ferguson, wyprostowałem się, na twarzy przybrałem wyraz zadowolenia i przyjazności, śmiało spojrzałem przed siebie i pewnym krokiem, z poczuciem własnej wartości wkroczyłem do pralni chemicznej, aby odebrać garnitur.

autor: Auguste Renoir

I tu konsternacja. Za kontuarem pusto, jeśli nie liczyć rzędów garniturów, marynarek i spodni wiszących bez ruchu. Na szczęście po krótkiej chwili pojawiło się na zapleczu krzątanie wokół prasowalnicy i dźwięk pary puszczanej z żelazka.

- Dzień dobry – powiedziałem starając się zwrócić na siebie uwagę.

Cisza. Nikt nie przyszedł. Mógłbym krzyknąć zirytowany, że nikt na mnie nie zwraca uwagi i każe mi czekać nie wiadomo jak długo, albo mógłbym poczekać pokornie, aż wreszcie ktoś mnie zauważy, ale ile to zajmie czasu?

Co na moim miejscu zrobiłby Ferguson?

Zacząłem przypominać sobie wszystko po kolei co napisał o rodzajach postaw. Z czym możemy się spotkać i co możemy zrobić.

Generalnie mamy do wyboru trzy postawy.

Możemy zachowywać się biernie, tj. nie wykazywać inicjatywy, czekać, aż ktoś nas zauważy lub za nas zdecyduje co mamy robić, przepraszać wszystkich za to, że żyjemy, przyjmować uniżoną postawę, mieć poczucie winy, pokrzywdzenia i niesprawiedliwości itp.

Możemy zachowywać się agresywnie, tj. brać sprawy w swoje ręce nie dbając o to czy kogoś skrzywdzimy, wydawać w autorytarny sposób polecenia, poniżać innych itp.

Możemy również zachowywać się asertywnie, czyli zająć postawę pośrednią dbając o dobre samopoczucie swoje i innych. Chodzi o to, aby artykułować swoje potrzeby w sposób bezpośredni, ale i zachowujący szacunek dla siebie oraz wobec innych.

Tych cech nie zawiera ani bierność, bo źle się z tym czujemy, ani agresja, bo wtedy źle się czują z tym inni.

Asertywność ma w sobie walory etyczne. To uczciwe, otwarte traktowanie siebie i innych, a u jego podstaw leży szacunek i empatia.

Wymiana poglądów w oparciu o te asertywne zasady wzbogaca społeczności. Otwiera komunikację i pobudza energię.

Wyobraźmy sobie rodzinę, w której małżonkowie, rodzice i dzieci w ten sposób ze sobą rozmawiają. Każdy może wyrazić swoje zdanie nie obawiając się reprymendy. Każdy czuje się wartościowy, czuje się ważną częścią rodziny i czuje się bezpiecznie. Wzrasta wzajemne zaufanie. Buduje się dorosłość i dojrzałość.

Wyobraźmy sobie firmę, w której te zasady są stosowane. Wymiana poglądów dotycząca pracy, wzbogaca ją o nowe pomysły usprawniające organizację, zwiększa zaangażowanie pracowników, czyni ich bardziej lojalnymi, daje im poczucie bezpieczeństwa i docenienia.

Takie są plusy postawy asertywnej, postawy dojrzałego człowieka.

Jednak aby było tak dobrze to obie strony dialogu muszą te zasady stosować.

Co więc w sytuacji, gdy rodzic albo szef nie chce rozmawiać, a każdą próbę wyrażenia własnej opinii traktuje jako przejaw jawnego buntu i niesubordynacji?

Co w sytuacji, gdy jako szef lub rodzic chcemy rozmawiać, chcemy wysłuchać opinii a spotykamy się z biernością i czekaniem na polecenia?

Wówczas pozostaje nam zadbać o swoją asertywność w innym kontekście. W asertywności istotne jest poczucie własnej wartości. Możemy czasem coś przemilczeć, jeśli wiemy, że nie mamy partnera do rozmowy i asertywna postawa zostanie zachowana jeśli nie wpędzimy się w poczucie pokrzywdzenia czy zniechęcenia a wykażemy się zrozumieniem.

Możemy też być bardziej stanowczy, działając na granicy agresji o ile będzie to celowe i nie będzie niosło negatywnych emocji. Jeśli mamy do czynienia z natarczywym pijakiem to nasz spokojny ton może rozzuchwalić człowieka. Działajmy jednak w takich przypadkach rozważnie i bez złorzeczeń.

Asertywność jest ciekawym zagadnieniem i daje nam szanse na budowanie dojrzałych relacji z otoczeniem.

A co z pralnią?

Po chwili wyrwał mnie z zamyślenia wesoły głos pani obsługującej prasowalnicę.

- Krzyczeć głośno trzeba, bo jak się krzątam na zapleczu to nic nie słyszę!

Dress code i życie codzienne?

W czasie ostatniej wizyty w Empiku moją uwagę zwróciła książka pt. ”Lekcja stylu dla mężczyzn” autorstwa Jolanty Kwaśniewskiej . Przystanąłem na chwilę, aby rzucić okiem jaka jest jej zawartość  i moją uwagę przyciągnęło hasło: Dress code dla 20-latka, 30-latka, 40-latka, 50-latka. W tym momencie się zastanowiłem…

autor: Thomas Gainsborough

Ja wiem, że jednolite zasady ubioru są częścią kultury organizacyjnej firmy a pracownicy są jej wizytówką, że są pewne okoliczności, w czasie których przyjęte jest, że ubieramy się w określony sposób. Czasem wręcz jest to uświęcone tradycją np. dominująca na pogrzebach czerń. Jednak czy styliści, mody i nowe wzorce z innych krajów nie zabijają czasem naszej spontaniczności? Może po prostu nami manipulują próbując wmówić co jest w dobrym tonie a co nie.

Nie bez przyczyny przywołałem przykład pogrzebu, ponieważ dress code na tą okoliczność jest częścią kultury, w której się wychowaliśmy. W innej kulturze np. chińskiej oznaką żałoby jest biel u nas dominująca w stroju panny młodej. Te przykłady pokazują dress code naturalny, niewymuszony, kształtujący się przez wielki.

Na ile dress code nabierający w naszym kraju coraz sztywniejszych form  jest naturalny a na ile jest kreowany przez środowiska, które chcą się odróżnić od zwykłego człowieka?

Takie segregacyjne zachowania widzimy już u naszych dzieci i w szkołach. Obuwie i ubiory muszą być firmowe. Należy się trzymać z paczką topowych dziewczyn i chłopaków. Trzeba bywać w odpowiednich klubach. Każdy kto nie pasuje do tej grupy jest prostaczkiem.

Te dzieci kiedyś dorosną i zastanawiam się jak będą oceniały innych ludzi. Według jakich kryteriów? Pewnie dress code im pomoże dokonać takiej oceny, bo dress code uważany jest za standard elegancji. Kim więc jest człowiek, który wyłamuje się z tych ram?

Pani Beata Tyszkiewicz, wydając opinię o książce napisała tak:

„Nareszcie, Panowie! Ta książka na pewno stanie się podręcznikiem stylowego mężczyzny. To nie tylko ABC – to cały alfabet i solidna wiedza. Książka w prosty sposób pokazuje, jak odróżnić rzeczy ważniejsze i mniej ważne w kwestii ubrania, stylu i staranności. Ta wiedza przyda się na co dzień i doda Panom pewności siebie. Powodzenia!”

W kontaktach biznesowych z pewnością jest to abecadło.

Jednak czy ustalanie dress codu dla grup wiekowych nie jest po prostu sztuczne?

Charyzmatyczny przywódca poszukiwany

“Charyzma powstaje jak ogień – wybucha, gdy tylko inni skrzeszą iskrę” – Katherine Klein i Robert House, amerykańscy psychologowie

Spotkałem się kiedyś z ogłoszeniem o pracę, w którym poszukiwano osoby obdarzonej charyzmą. Charyzmatyczny menadżer prowadzący firmę ku świetlanej przyszłości omijający zręcznie rafy rynkowej rzeczywistości wydaje się atrakcyjnym nabytkiem.

autor: Diego Valazquez

Historia pokazuje nam wiele przykładów charyzmatycznych przywódców, którzy potrafili zmobilizować rzesze ludzi w kryzysowych momentach i odpowiednio nimi pokierować. Podobnie potrafimy wymienić przywódców religijnych, którzy swoją charyzmą ożywiali religijność. Pewnie też wielu z nas spotkało się z charyzmatycznymi mówcami w systemach sprzedaży bezpośredniej. Takie osoby istnieją, ale czym jest ich charyzma i czy jest ona czymś danym na zawsze?

Barnard Bass, ekspert badań operacyjnych z Binghamton University, podobnie jak wielu innych badaczy uważał, że charyzma nie jest stałą cechą osobowości, lecz jest darem (grec. charis). To od otoczenia zależy czy ktoś cieszy się charyzmą, czy nie.

Trzeba dobrze orientować się w aktualnej sytuacji, trafnie odczytywać potrzeby odbiorców, mieć możliwość spełnienia obietnic, posiadać wysokie zdolności interpersonalne oraz chcieć ponieść ryzyko. To dobra interakcja z otoczeniem czyni nas lub nie osobami charyzmatycznymi.

Kolejne eksperymenty dotyczące tego zagadnienia przeprowadzone w 2008r przez Amir Erez, specjalistę od ergonomii z University of Florida w Gainesville wykazały, że “Charyzmatyczne osoby odnoszą sukces, ponieważ uszczęśliwiają innych”. Wysoki poziom pobudzenia organizmu lidera, przejawiający się np. głośnym mówieniem, zamaszystymi gestami i niespokojnym chodzeniem nie wpływa na poprawę nastroju.

Dobry lider potrafi zmobilizować ludzi wokół idei, pobudzić ich do wspólnego działania i przekazać im dobre, pozytywne emocje. Ludzie są wówczas zaangażowani i działają z własnej woli, a nie z przymusu co przekłada się na lepsze wyniki finansowe firmy. Taki właśnie jest dobry, charyzmatyczny przywódca.

Skoro jednak, tak wiele zależy od odbioru otoczenia i jego potrzeb to kogo szukano we wspomnianym na wstępie ogłoszeniu?

Szukano osoby obdarzonej charyzmą czy osoby, którą rekruter kierując się własnymi wyobrażeniami i potrzebami chcial uznać za charyzmatyczną?

Prawo do własnego NIE

Po krótkiej prezentacji i wymianie grzeczności powoli i uważnie, zachowując spokój usiadł przed rekruterem. Pozwolił mu przeskanować się wzrokiem i cierpliwie czekał na dalszy rozwój wypadków.

Wreszcie rekruter sięgnął po ołówek, pokazał go i powiedział:

- Proszę przedstawić mi 10 różnych zastosowań tego przedmiotu. Ma Pan 1 minutę.

Chwilę trwała cisza po czym padły słowa:

- Jestem poważnym człowiekiem. Przyszedłem na rozmowę w sprawie rekrutacji na stanowisko menadżera, a Pan mnie o pierdoły pyta.

autor: Jan Matejko

To rzeczywista sytuacja. Wiem, że takie pytania mają badać kreatywność kandydatów, ale nie zawsze są umiejętnie stosowane. W tym akurat przypadku znajomy dostał pracę. Doceniono jego asertywną postawę, choć kto inny mógłby podjąć odmienną decyzję.

Czy mamy prawo do własnego zdania? Odpowiedź wydaje się oczywista. Pewnie, że tak. Każdy z nas ma takie prawo. Każdy z nas ma prawo do własnych poglądów oraz prawo do ich wyrażania.

Czemu więc praktyka jest inna, a gdy ktoś wyraża własne opinie to nieraz czyni to w agresywny sposób?

Cóż, posiadanie własnego zdania to nierzadko prezentowanie odmiennego poglądu. Jeśli zaś chcemy go prezentować wbrew większości, albo szefowi lub rodzicowi, którzy posiadają dostęp do środków represji typu: upomnienie, nagana, wstrzymanie kieszonkowego, szlaban itp. to nieraz z ostrożności lub strachu rezygnujemy.

Swoją drogą strach rodzi przemoc, czyli wybuchowe i niedyplomatyczne reakcje. To dlatego wyrażenie własnego, odmiennego zdania lub sprzeciwu bywa pełne ekspresji, emocji i nierzadko brutalności.

Chodzi jednak o coś innego. Chodzi o to, aby potrafić zaprezentować odmienne zdanie w sposób rzeczowy, spokojny i pozbawiony agresji. Jednak, aby to uczynić potrzebujemy poczucia własnej wartości, wysokiej samooceny i odwagi.

Musimy być pewni tego co mówimy, wierzyć w siebie i nie oczekiwać akceptacji. Musimy też brać pod uwagę, że mogą nas spotkać nieprzyjemności. Musimy też wiedzieć, że mimo istnienia takiej możliwości, to nie wszystko zawsze idzie źle. Możemy na tym wygrać.

Aby odnieść takie zwycięstwo potrzebna jest asertywana postawa. Asertywna, a nie agresywana.

I pamiętać zawsze trzeba, że podstawą asertywności jest ugruntowane przekonanie, że mamy prawo do własnego NIE.

Odgrywanie ról społecznych

Przez całe nasze życie odgrywamy określone role społeczne. Bywamy przełożonymi lub podwładnymi, zajmujemy pozycję dominującą albo podległą, robimy to zawodowo albo hobbystycznie, czasem nam się udaje i jest to nasz żywioł a czasem nie. Czemu?

Niezależnie od tego czy to rzeczywistość czy gra aktorska to te dwie postawy wykazują pewne charakterystyczne cechy.

autor: Jan Matejko - Hołd pruski

Osoby przyjmujące postawy dominujące są wyprostowane, pewne, wypowiadają się w sposób zdecydowany. Dominację widać w ruchach, rysach twarzy i atrybutach jakimi się otaczają. Podpis staje się większy i bardziej zamaszysty. Osoby na wyższych stanowiskach lubią zasiadać za solidnymi biurkami w dużych wygodnych fotelach. Dominacja czasem wiąże się z zamożnością co przekłada się na kolejne atrybuty materialne typu dom, samochód, asystent itp. W dawnych czasach były to lepsze konie, powozy, świta, pałac, purpury itd.

Postawę podległą można opisać jako przeciwieństwo tej pierwszej. Człowiek lekko przygarbiony, unikający patrzenia w prosto w oczy, o niepewnych ruchach i cichszym głosie.

Przynależność do tych grup nie jest stała. Jesteśmy bardzo zróżnicowani i w różnych dziedzinach życia zajmujemy różne pozycje. Dlatego wobec jednych przyjmujemy postawę dominującą a wobec innych podległą. Czyni to nasze życie i nasze relacje mniej kolizyjnymi. Bez słów wiemy kto kieruje i wydaje polecenia a kto jest wykonawcą.

Gorzej gdy trafiamy w rolę, która nie współgra z naszymi umiejętnościami. Czasem wręcz chronicznie jesteśmy cisi i brakuje nam pewności siebie. Jak w takiej sytuacji poradzimy sobie z rolą władcy, dowódcy, wodza, dyrektora? Raczej czeka nas porażka.

Jednak sytuacja nie jest beznadziejna. Jeśli zrozumiemy, że pewne role charakteryzują się pewnymi cechami to możemy je ćwiczyć.

Jeśli je opanujemy to czeka nas sukces.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 541 other followers