Archiwa blogu
Kopciuszek i personal branding
Młoda , skromna, ładna dziewczyna wykorzystywana jako służąca przez złą macochę i jej dwie córki doznaje nagle awansu społecznego i radykalnej poprawy statusu materialnego. Możliwe? W bajce tak, a w rzeczywistości?
Zmiana własnego wizerunku nie należy do prostych. O każdym z nas krążą opowieści i każdy z nas ma przypiętą “łatkę-opinię”, np. pracowity lub leniwy i leser, albo twardy ale sprawiedliwy szef, osoba publiczna bez charyzmy, rzemieślnik rzetelny, bankier chciwy, syn punktualny, szewc pijany, organizator imprez niezorganizowany itd.
Można opisać nas na różne sposoby i ludzie z naszego otoczenia mają o nas wyrobione zdanie. Jeśli jest to złe zdanie, zła opinia a chcemy ją zmienić to czeka nas sporo pracy. Jeśli jest to opinia pozytywna i pomagająca nam w życiu to możemy być zadowoleni, ale musimy pamiętać, że w życiu nic nie jest trwałe a wizerunek jest szczególnie delikatny i musimy o niego dbać, bo łatwo można go zniszczyć a o wiele trudniej odbudować.
Zmiana wizerunku wymaga czasu. Jest to budowanie własnej marki, niczym marki towaru. W krajach anglosaskich, gdzie najwcześniej świadomie zaczęto dokonywać zmian tego typu nazwano ten proces personal branding.
Początkowo działanie to dotyczyło polityków, dziennikarzy, aktorów, sportowców i menadżerów. To im, jako osobom najbardziej medialnym zależało na dbałości o właściwy wizerunek.
Dano więc o: wygląd, zachowanie, wypowiedzi, dokonania, z kim i kiedy się spotykano, gdzie bywano itd. Wydaje mi się, że gwiazdy show biznesu zrobiły tu największe postępy i umiejętnie kreując wizerunek podtrzymują zainteresowanie sobą swoich fanów.
Wykształciła się z tego swoista sztuka, dziedzina nauki z trenerami i coachami specjalizującymi się w kreowaniu wizerunku. W branży show biznesu stoją za tym poważne pieniądze.
Czy nie jest to jednak dla nas, zwykłych ludzi zbyt abstrakcyjne?
Myślę, że nie.
Na rynku pracy jesteśmy towarem. Mini firmą oferującą swoje usługi pracodawcy i ważna jest opinia o nas, oraz to czy potrafimy się odpowiednio ubrać, zachować, porozmawiać. Słowem, zaprezentować się, czyli sprzedać siebie.
W szkole dla przykładu, od zawsze ważne są pierwsze oceny w roku, albo pierwsze oceny u nowego nauczyciela. To wówczas powstaje o nas opinia, która determinuje jak nas zaszufladkuje nauczyciel i jakiego poziomu będzie nam wystawiał oceny.
W domu zaś, jeśli chcemy gdzieś sami wyjechać, rodzice muszą nam ufać, a jak mogą ufać jeśli nie dotrzymywaliśmy słowa i spóźnialiśmy się wieczorem do domu? Z tak złym wizerunkiem nie ma na co liczyć.
Sytuacja jednak nie jest beznadziejna. Potrzebujemy wykreowania nowego wizerunku, poprawienia opinii o sobie, ale pamiętajmy, że radykalna zmiana wizerunku nie będzie wiarygodna, a to oznacza, że im bardziej będziemy chcieli się zmienić tym dłużej będzie to trwało.
Na pewno należy zerwać ze złymi przyzwyczajeniami typu: spóźnienia, obmawianie, nieszczerość lub kłamstwo, lenistwo, leserstwo itp.
Należy je zastąpić pozytywnymi cechami typu: aktywność, pracowitość, śmiałość, deklarowanie pomocy, bywanie w dobrym towarzystwie itp.
Jeśli jest to zbyt ogólne a jesteś zatrudniony w zespole jakieś firmy to pamiętaj:
- w regularnych odstępach czasu np. tygodniowych dokonuj podsumowania swojej pracy i osiągnięć oraz informuj o nich swojego szefa,
- bądź aktywny i podsuwaj propozycje rozwiązania problemów w zespole lub firmie i choć może nie zostaną wykorzystane, to ty zostaniesz zapamiętany aktywny i ten, któremu zależy na firmie,
- zgłaszaj się na ochotnika do wykonywania zadań, zgłaszaj się do pracy w różnych zespołach, nawiązuj kontakty z pracownikami innych działów i placówek, w ten sposób ludzie cię poznają i będziesz miał większy dostęp do informacji i większe szanse na uzyskanie pomocy; wszak nikt nie jest wszechwiedzący i ważne jest, aby wiedzieć z kim rozmawiać,
- zawsze chwal swój zespół i jego osiągnięcia, oraz szefa z którym pracujesz, bo nikt nie lubi malkontentów i ciągłego narzekania,
- bądź potrzebny!!!
- no i pamiętaj o punktualności, wyłączaniu komórki na spotkaniach, uśmiechu oraz pozytywnym podejściu do współpracowników.
Daj się poznać z dobrej strony i dbaj o swoja markę, bo to twój towar. Tak na rynku pracy sprzedajesz siebie.
A co u Kopciuszka? Dobra Wróżka była jej trenerem i coachem. Pomogła jej wykreować nowy wizerunek. Ubrała ją stosownie, nauczyła dobrych manier, zadbała o dobry transport i udało się. Służąca została księżniczką.
Zastanawiam się tylko, czy Dobra Wróżka została później przy Kopciuszku i nadal doradzała jej w sprawach wizerunku.
Wszak praca nad personal brandingiem nie kończy się nigdy.
W poczekalni życia
Zostałem zaproszony na rozmowę do poważnej firmy. Spotkanie miało się odbyć o 14.15. Firma prowadzi ostatnio intensywną kampanię wizerunkową starającą się wykreować nowy, lepszy wizerunek. Wygląda na to, że zachodzą tam duże zmiany.
- Duże zmiany, duże szanse – pomyślałem
Byłem już w drodze gdy zadzwoniła komórka. Pani umawiająca spotkanie przepraszając mnie bardzo poinformowała, że powstało opóźnienie i spotkanie odbędzie się 15 minut później. Wykazałem zrozumienie i postanowiłem się nie spieszyć.
Gdy jednak przybyłem o ustalonej porze, okazało się, że nadal muszę czekać. Obsługa firmy zaproponowała kawę i wszyscy się kłaniali, witali i interesowali się mną. Było to bardzo miłe i dawno nie widziałem takiej troski o klienta. Jednak nie po to przyszedłem.
Po jakimś czasie, wyszła do mnie pani, która się ze mną umówiła i przepraszając za opóźnienie poinformowała mnie, że ono wzrosło i jeszcze muszę poczekać. Wykazałem zrozumienie i zacząłem bawić się moim szalikiem.
Po jakimś czasie gdy sprawdzałem na zegarku jak długo już czekam, a czekałem już 45 minut, przestałem wykazywać zrozumienie i zacząłem rozważać rezygnacje z tej rozmowy.
Po jakimś czasie wspomniana pani wyszła do mnie, jeszcze raz przeprosiła za opóźnienie i poinformowała mnie, że za chwilę będę mógł wejść na spotkanie.
Faktycznie, wszedłem za kolejną chwilę.
Czy warto było czekać?
Mogłem zrezygnować ze spotkania i wyjść z tej firmy z poczuciem, że słuszność leży po mojej stronie, że zostałem zlekceważony i moja noga więcej w tej firmie nie postanie! Mogłem, ale jakie by to niosło emocje? Takie poczucie słuszności by mnie zatruło, a po co w sobie nosić takie niezdrowe nastroje?
Szczęśliwie w tej sytuacji kilkakrotnie byłem przepraszany za opóźnienie a to łagodziło moje ewentualne niezadowolenie. Było to bardzo trafne rozładowanie niezręcznej sytuacji, bo wytrącało mi argument, że nikt się mną nie interesuje.
Zdecydowałem się jednak poczekać i odbyłem bardzo dobrą, satysfakcjonującą mnie rozmowę.
I chociaż rozmowa odbyła się w ostatniej chwili, bo przecież nawet przepraszanie ma swoje granice, to zastanowiłem się ile razy zbyt szybko zrezygnowałem i pozbawiłem się takiej satysfakcji? Ile też razy wykazałem zdenerwowanie w podobnej sytuacji i naładowany złymi emocjami niczego nie osiągnąłem?
Trzeba mieć wyczucie żeby dokonywać właściwych wyborów we właściwym czasie. W przeciwnym razie, niezależnie od tego czy coś robimy czy nie, stoimy w tym samym miejscu nie osiągając w życiu niczego.Stoimy.
Stoimy w poczekalni życia.
Asertywność w pralni chemicznej
Szybko w myślach powtórzyłem sobie zasady asertywnej postawy, o której pisał w swojej książce Asertywność doskonała Jan Ferguson, wyprostowałem się, na twarzy przybrałem wyraz zadowolenia i przyjazności, śmiało spojrzałem przed siebie i pewnym krokiem, z poczuciem własnej wartości wkroczyłem do pralni chemicznej, aby odebrać garnitur.
I tu konsternacja. Za kontuarem pusto, jeśli nie liczyć rzędów garniturów, marynarek i spodni wiszących bez ruchu. Na szczęście po krótkiej chwili pojawiło się na zapleczu krzątanie wokół prasowalnicy i dźwięk pary puszczanej z żelazka.
- Dzień dobry – powiedziałem starając się zwrócić na siebie uwagę.
Cisza. Nikt nie przyszedł. Mógłbym krzyknąć zirytowany, że nikt na mnie nie zwraca uwagi i każe mi czekać nie wiadomo jak długo, albo mógłbym poczekać pokornie, aż wreszcie ktoś mnie zauważy, ale ile to zajmie czasu?
Co na moim miejscu zrobiłby Ferguson?
Zacząłem przypominać sobie wszystko po kolei co napisał o rodzajach postaw. Z czym możemy się spotkać i co możemy zrobić.
Generalnie mamy do wyboru trzy postawy.
Możemy zachowywać się biernie, tj. nie wykazywać inicjatywy, czekać, aż ktoś nas zauważy lub za nas zdecyduje co mamy robić, przepraszać wszystkich za to, że żyjemy, przyjmować uniżoną postawę, mieć poczucie winy, pokrzywdzenia i niesprawiedliwości itp.
Możemy zachowywać się agresywnie, tj. brać sprawy w swoje ręce nie dbając o to czy kogoś skrzywdzimy, wydawać w autorytarny sposób polecenia, poniżać innych itp.
Możemy również zachowywać się asertywnie, czyli zająć postawę pośrednią dbając o dobre samopoczucie swoje i innych. Chodzi o to, aby artykułować swoje potrzeby w sposób bezpośredni, ale i zachowujący szacunek dla siebie oraz wobec innych.
Tych cech nie zawiera ani bierność, bo źle się z tym czujemy, ani agresja, bo wtedy źle się czują z tym inni.
Asertywność ma w sobie walory etyczne. To uczciwe, otwarte traktowanie siebie i innych, a u jego podstaw leży szacunek i empatia.
Wymiana poglądów w oparciu o te asertywne zasady wzbogaca społeczności. Otwiera komunikację i pobudza energię.
Wyobraźmy sobie rodzinę, w której małżonkowie, rodzice i dzieci w ten sposób ze sobą rozmawiają. Każdy może wyrazić swoje zdanie nie obawiając się reprymendy. Każdy czuje się wartościowy, czuje się ważną częścią rodziny i czuje się bezpiecznie. Wzrasta wzajemne zaufanie. Buduje się dorosłość i dojrzałość.
Wyobraźmy sobie firmę, w której te zasady są stosowane. Wymiana poglądów dotycząca pracy, wzbogaca ją o nowe pomysły usprawniające organizację, zwiększa zaangażowanie pracowników, czyni ich bardziej lojalnymi, daje im poczucie bezpieczeństwa i docenienia.
Takie są plusy postawy asertywnej, postawy dojrzałego człowieka.
Jednak aby było tak dobrze to obie strony dialogu muszą te zasady stosować.
Co więc w sytuacji, gdy rodzic albo szef nie chce rozmawiać, a każdą próbę wyrażenia własnej opinii traktuje jako przejaw jawnego buntu i niesubordynacji?
Co w sytuacji, gdy jako szef lub rodzic chcemy rozmawiać, chcemy wysłuchać opinii a spotykamy się z biernością i czekaniem na polecenia?
Wówczas pozostaje nam zadbać o swoją asertywność w innym kontekście. W asertywności istotne jest poczucie własnej wartości. Możemy czasem coś przemilczeć, jeśli wiemy, że nie mamy partnera do rozmowy i asertywna postawa zostanie zachowana jeśli nie wpędzimy się w poczucie pokrzywdzenia czy zniechęcenia a wykażemy się zrozumieniem.
Możemy też być bardziej stanowczy, działając na granicy agresji o ile będzie to celowe i nie będzie niosło negatywnych emocji. Jeśli mamy do czynienia z natarczywym pijakiem to nasz spokojny ton może rozzuchwalić człowieka. Działajmy jednak w takich przypadkach rozważnie i bez złorzeczeń.
Asertywność jest ciekawym zagadnieniem i daje nam szanse na budowanie dojrzałych relacji z otoczeniem.
A co z pralnią?
Po chwili wyrwał mnie z zamyślenia wesoły głos pani obsługującej prasowalnicę.
- Krzyczeć głośno trzeba, bo jak się krzątam na zapleczu to nic nie słyszę!
Dress code i życie codzienne?
W czasie ostatniej wizyty w Empiku moją uwagę zwróciła książka pt. ”Lekcja stylu dla mężczyzn” autorstwa Jolanty Kwaśniewskiej . Przystanąłem na chwilę, aby rzucić okiem jaka jest jej zawartość i moją uwagę przyciągnęło hasło: Dress code dla 20-latka, 30-latka, 40-latka, 50-latka. W tym momencie się zastanowiłem…
Ja wiem, że jednolite zasady ubioru są częścią kultury organizacyjnej firmy a pracownicy są jej wizytówką, że są pewne okoliczności, w czasie których przyjęte jest, że ubieramy się w określony sposób. Czasem wręcz jest to uświęcone tradycją np. dominująca na pogrzebach czerń. Jednak czy styliści, mody i nowe wzorce z innych krajów nie zabijają czasem naszej spontaniczności? Może po prostu nami manipulują próbując wmówić co jest w dobrym tonie a co nie.
Nie bez przyczyny przywołałem przykład pogrzebu, ponieważ dress code na tą okoliczność jest częścią kultury, w której się wychowaliśmy. W innej kulturze np. chińskiej oznaką żałoby jest biel u nas dominująca w stroju panny młodej. Te przykłady pokazują dress code naturalny, niewymuszony, kształtujący się przez wielki.
Na ile dress code nabierający w naszym kraju coraz sztywniejszych form jest naturalny a na ile jest kreowany przez środowiska, które chcą się odróżnić od zwykłego człowieka?
Takie segregacyjne zachowania widzimy już u naszych dzieci i w szkołach. Obuwie i ubiory muszą być firmowe. Należy się trzymać z paczką topowych dziewczyn i chłopaków. Trzeba bywać w odpowiednich klubach. Każdy kto nie pasuje do tej grupy jest prostaczkiem.
Te dzieci kiedyś dorosną i zastanawiam się jak będą oceniały innych ludzi. Według jakich kryteriów? Pewnie dress code im pomoże dokonać takiej oceny, bo dress code uważany jest za standard elegancji. Kim więc jest człowiek, który wyłamuje się z tych ram?
Pani Beata Tyszkiewicz, wydając opinię o książce napisała tak:
„Nareszcie, Panowie! Ta książka na pewno stanie się podręcznikiem stylowego mężczyzny. To nie tylko ABC – to cały alfabet i solidna wiedza. Książka w prosty sposób pokazuje, jak odróżnić rzeczy ważniejsze i mniej ważne w kwestii ubrania, stylu i staranności. Ta wiedza przyda się na co dzień i doda Panom pewności siebie. Powodzenia!”
W kontaktach biznesowych z pewnością jest to abecadło.
Jednak czy ustalanie dress codu dla grup wiekowych nie jest po prostu sztuczne?
Charyzmatyczny przywódca poszukiwany
“Charyzma powstaje jak ogień – wybucha, gdy tylko inni skrzeszą iskrę” – Katherine Klein i Robert House, amerykańscy psychologowie
Spotkałem się kiedyś z ogłoszeniem o pracę, w którym poszukiwano osoby obdarzonej charyzmą. Charyzmatyczny menadżer prowadzący firmę ku świetlanej przyszłości omijający zręcznie rafy rynkowej rzeczywistości wydaje się atrakcyjnym nabytkiem.
Historia pokazuje nam wiele przykładów charyzmatycznych przywódców, którzy potrafili zmobilizować rzesze ludzi w kryzysowych momentach i odpowiednio nimi pokierować. Podobnie potrafimy wymienić przywódców religijnych, którzy swoją charyzmą ożywiali religijność. Pewnie też wielu z nas spotkało się z charyzmatycznymi mówcami w systemach sprzedaży bezpośredniej. Takie osoby istnieją, ale czym jest ich charyzma i czy jest ona czymś danym na zawsze?
Barnard Bass, ekspert badań operacyjnych z Binghamton University, podobnie jak wielu innych badaczy uważał, że charyzma nie jest stałą cechą osobowości, lecz jest darem (grec. charis). To od otoczenia zależy czy ktoś cieszy się charyzmą, czy nie.
Trzeba dobrze orientować się w aktualnej sytuacji, trafnie odczytywać potrzeby odbiorców, mieć możliwość spełnienia obietnic, posiadać wysokie zdolności interpersonalne oraz chcieć ponieść ryzyko. To dobra interakcja z otoczeniem czyni nas lub nie osobami charyzmatycznymi.
Kolejne eksperymenty dotyczące tego zagadnienia przeprowadzone w 2008r przez Amir Erez, specjalistę od ergonomii z University of Florida w Gainesville wykazały, że “Charyzmatyczne osoby odnoszą sukces, ponieważ uszczęśliwiają innych”. Wysoki poziom pobudzenia organizmu lidera, przejawiający się np. głośnym mówieniem, zamaszystymi gestami i niespokojnym chodzeniem nie wpływa na poprawę nastroju.
Dobry lider potrafi zmobilizować ludzi wokół idei, pobudzić ich do wspólnego działania i przekazać im dobre, pozytywne emocje. Ludzie są wówczas zaangażowani i działają z własnej woli, a nie z przymusu co przekłada się na lepsze wyniki finansowe firmy. Taki właśnie jest dobry, charyzmatyczny przywódca.
Skoro jednak, tak wiele zależy od odbioru otoczenia i jego potrzeb to kogo szukano we wspomnianym na wstępie ogłoszeniu?
Szukano osoby obdarzonej charyzmą czy osoby, którą rekruter kierując się własnymi wyobrażeniami i potrzebami chcial uznać za charyzmatyczną?
Umiejętność improwizacji
Jest 2011r. Na całym świecie wrze. Ludzie domagają się wolności. Zaczęło się na początku roku w północnej Afryce, potem w płomieniach stanęły brytyjskie Indie a teraz tereny zamieszkane przez Polaków i Węgrów. Kolejne narody wyrażają swoje niezadowolenie i chcą zerwać okowy kolonializmu. Liga Narodów, będąca kontynuacją dawnego Świętego Przymierza Rosji, Niemiec i Autro-Węgier poszerzona o potęgi kolonialne takie jak Wielka Brytania, Francja, Niemcy i USA oraz parę pomniejszych państw nie wiedzą co robić. Kryzys gospodarczy na świecie wymknął się spod kontroli. Nawet najnowocześniejsze maszyny różnicujące, szczyt i duma naszej technologii nie są w stanie obliczyć konsekwencji finansowych obecnych wydarzeń. Takich kłótni w Lidze jeszcze nie było. Obawiamy się wojny na skalę światową. Takiej wojny jeszcze nie było.
Oczywiście to fikcja, ale są miejsca gdzie bawiąc się w odtwarzanie scen z alternatywnej rzeczywistości, z innych czasów lub wręcz z innych światów ćwiczy się zdolność improwizacji i kreatywność. Są to gry typu LARP i jeepform. Spontaniczne z lekkim zarysowaniem fabuły. Wcielenie się w postać i odegranie jej charakteru w tak przyjaznym, bezstresowym środowisku poszerza horyzonty i kształtuje postawy. Zwłaszcza u młodych ludzi. Jest to metoda, którą można świadomie stosować do kształtowania konkretnych postaw i umiejętności interpersonalnych.
Uczestniczyłem w wielu szkoleniach, w tym w szkoleniach sprzedażowych. Słabą ich stroną było to, że przeważnie były przegadane a gdy dochodziło do odegrania scenki to robiły to dwie osoby na środku pokoju, otoczone przez grupę uczestników. Zawsze był to dyskomfort.
A co by było, gdyby skorzystać z doświadczeń tego typu gier i kształtować postawy w ten przyjazny sposób przy interakcji wielu uczestników? Przecież całe nasze życie jest improwizacją. Mamy w nim tylko jedną szansę i tylko jedno podejście. Tak jak tylko raz możemy na kimś wywrzeć pierwsze wrażenie. Jaki byłby efekt szkolenia w czasie którego kształtowalibyśmy konkretne umiejętności i postawy?
Kiedyś zorganizuję takie szkolenie i odpowiem sobie na to pytanie.
Puki co jadę dziś z rodziną do Torunia na Festiwal Gier i Fantastyki Copernicon. Będzie tam wiele gier opisanego przeze mnie typu. Będzie też wielu pisarzy gatunku oraz wiele prelekcji. Podobno ma się przewinąć ok 1000 uczestników.
W piątek o 22.00 grę pt Karczma pod Rozbrykanym Koziołkiem wystawia z kolegą mój syn. Chłopaki mają po 14 lat a napisali scenariusz gry na ok 40 postaci. Ta gra już miała swoją premierę w wakacje i wówczas była udana. To kolejna korzyść edukacyjna jaką tu widzę. Ci młodzi ludzie rozwijają swoje umiejętności organizacyjne i wyobraźnie. Uczą się ogarniania interakcji kilkudziesięciu postaci.
Ten typ gier pod względem edukacyjnym wydaje mi się godny uwagi i zastanawiam się jak szerokie możne mieć zastosowanie? Najlepiej jak sprawdzę to w praktyce.
Barwy sukcesu
Dziś miałem ciekawy dzień. Odwiedziłem Międzynarodowe Targi Gdańskie URODA. Wiele stoisk z branży kosmetycznej i fryzjerskiej, dużo ludzi i kilka ciekawych konkursów i pokazów. Miła odskocznia od codziennej rutyny.
Przy tej okazji trafiłem na pokaz nowych trendów w makijażu w wykonaniu Jolanty Wagner z Europejskiej Akademii Estetyki Artystycznej. Prowadząc pokaz opowiadała ciekawe rzeczy. Wspomniała miedzy innymi o barwach sukcesu. Barwach, które występują w kanonach biznesowych.
Często widzimy ludzi w garniturach, garsonkach, w stonowanych ciemnych kolorach. Przeważnie szarych, czarnych, granatowych, łączonych z bielą. Najczęściej są menadżerami lub pracownikami korporacji. Same firmy często same tworzą kodeksy ubiorów dla swoich pracowników.
Nie chodzi jedynie o walory estetyczne, o pokazanie porządku w firmie, jej stabilności i braku ekstrawagancji. Ma to uzasadnienie psychologiczne i źródła kulturowe. Wieki tradycji utrwaliły pewne przekonania a pewne style przypisano pewnym funkcjom społecznych.
Inaczej wygląda pracownik korporacji a inaczej artysta. Gdybyśmy zobaczyli menadżera branży finansowej w stroju swobodnym o jaskrawych kolorach to pewnie nie wzbudziłby w nas zaufania, zaś człowiek ubrany w szary, dobrze skrojony garnitur z nienagannymi manierami, pewnie nie skojarzyłby się nam z anarchizującym artystą.
Ot, pewne skojarzenia kulturowe i oczekiwania społeczne.
Ciszę się z tej różnorodności. Ciszę się, że są ludzie, którzy wychodzą poza przyjęte kanony. Mimo, że nieraz bywają kontrowersyjni to chronią nas przed ubraniem w barwy sukcesu całego społeczeństwa.
Wyobraźmy sobie całe społeczeństwo w podobnych ubiorach, zgodnie zdążające co rano do pracy z silną motywacją odniesienia sukcesu finansowego. Nic w tym złego, ale trochę smutno.
Chwała artystom i wolnomyślicielom, bo wzbogacają nasze życie i upiększają je żywymi barwami.






