Archiwa blogu

Po prostu – deep democracy

Paradygmat głębokiej demokracji dr Arnolda Mindella:

To nie władza, lecz świadomość tego, co wydarza się w dynamice życia danej osoby lub grupy jest istotą demokracji, zaś każda osoba stanowi część większej całości, a jej doświadczenia są ważne oraz niezbędne dla rozwoju danej grupy i całego społeczeństwa.

autor: Franz Marc - Niebieski koń 1911

Byłem wczoraj na ciekawych zajęciach.

W dniu 4 kwietnia br w Ośrodku Psychologii Procesu PO PROSTU w Gdańsku Wrzeszczu odbył się otwarty proces grupowy, oparty o paradygmat głębokiej demokracji dr Arnolda Mindella, facyliowany przez Alicję Klein.

W procesie wzięło udział kilkanaście osób. Część z nich się nie znała i podobnie jak ja uczestniczyła w takich zajęciach pierwszy raz.

Na początku się przedstawiliśmy i powiedzieliśmy dlaczego tu przyszliśmy. Ja o psychologii procesu usłyszałem kilka lat temu, gdy przeczytałem książkę dr Arnolda Mindella pod tytułem Psychologia i szamanizm. Nadarzyła się okazja, aby poznać ludzi, którzy się tym pasjonują i przyjrzeć się tematowi z bliska, więc się pojawiłem.

Wspólnie wybraliśmy Wolność osobista, a normy społeczne na temat naszej wspólnej pracy z procesem.

Bardzo szybko dokonała się polaryzacja stanowisk. Część osób uważała, że normy społeczne są najważniejsze dla społeczeństwa i uzasadnione jest ograniczanie wolności jednostki, a inna część wybrała nieskrępowaną wolność osobistą jako wartość nadrzędną.

I tu można zadać pytanie: I co z tego?

Przecież na co dzień różnimy się w różnych kwestiach z różnymi ludźmi i co dziennie słyszymy polityków, którzy nieustannie prowadzą spory.

W moim odczuciu własnie w tym momencie zaczęła się praca z procesem.

Wyrażaliśmy swoje opinie, zajmowaliśmy stanowiska, obserwowaliśmy nasze emocje i … przyjmowaliśmy czasem poglądy strony przeciwnej. Zwłaszcza to ostatnie przyczyniało się do lepszego zrozumienia intencji drugiej strony. Lepiej też można było zrozumieć swoje emocje i zaobserwować, jak się czujemy z poglądem odmiennym niż nasz. Skłaniało to do różnych refleksji:

  • a może ten pogląd jest słuszny?
  • a może zweryfikuję swój pogląd i włączę do niego elementy z przeciwnego poglądu?
  • a może zbudujemy razem jakąś nową jakość?

No właśnie, czy strona przeciwna zasługiwała na takie miano? Na miano przeciwnika? A może coś nas łączyło?

Proces jest zjawiskiem dynamicznym i bardzo szybko pojawiła się grupa, która uważała się za całkowicie wolną od tych problemów. Stanęła ponad nimi i nie czuła potrzeby, aby toczyć spory o cokolwiek. Dała sygnał:

  • Jestem wolna.
  • Sama kierują własnym życiem, czy chcesz tego czy nie.
  • Twoje wysiłki uszczęśliwienia mnie są bezcelowe.

Niedługo potem powstała nowa grupa, która proponowała luźno zorganizowane i tolerancyjne społeczeństwo, które akceptowało różnorodność. Sygnalizowała:

  • u nas jest miejsce dla każdego, rownież dla Ciebie.

Przemieszczanie się pomiędzy tymi grupami-poglądami pozwalało spojrzeć na problem z innej perspektywy i lepiej go zrozumieć. Z czasem, stopniowo zaczęliśmy się do siebie zbliżać, choć nie wszyscy temu ulegli.

Pod koniec stała się ciekawa rzecz. Gdy pogląd regulacji norm społecznych znalazł się w znacznej mniejszości i nic nie zapowiadało, że osoby reprezentujące ten pogląd chociaż trochę go zmodyfikują, aby się zbliżyć się do wolnościowców (tak roboczo nazwałem tę grupę-pogląd), wolnościowcy odpuścili i przestali toczyć spór. Momentalnie nastała cisza. Widać było, że poczuli ulgę. Czuli się z tym dobrze i byli zadowoleni. Spór stał się bezprzedmiotowy, a regulatorzy stracili punkt odniesienia. Zostali sami. To było jak akt obywatelskiego nieposłuszeństwa, jak zamanifestowanie się wolności. Przyszedł mi wówczas na myśl Mahatma Gandhi i jego idea ahinsy. Walki bez przemocy. Przecież nawet największy tyran staje się nikim, gdy tylko przestajemy się go bać i czujemy, że w jedności jest nasza siła.

Jeszcze długo po tym procesie nasuwały mi się różne ciekawe refleksje. Proces okazał się bardzo inspirujący.

To co chcę szczególnie podkreślić w tej technice to sposób uzyskiwania consensusu. Przynależność do grupy reprezentującej jakiś pogląd nie była stała. Nieustannie następowały zmiany w składzie poszczególnych grup a i same poglądy wciąż ewoluowały.

Zdaje mi się, że zamanifestowała się idea głębokiej demokracji. Osoby biorące udział w procesie znalazły wspólny język i nastąpiło pomiędzy nimi zbliżenie poglądów. Zaistniał consensus.

Wszystko to odbywało się w miłej luźnej atmosferze przy dobrym wsparciu Alicji Klein.

Mam nadzieję, że podobne spotkania będą się jeszcze odbywały, ponieważ spełniają ważną rolę edukacyjną. Chciałbym żyć w społeczeństwie, w którym ludzie potrafią ze sobą rozmawiać.

Negocjacje to gra, czyli Chińczycy na autostradzie

We wrześniowo-październikowym magazynie Coaching przeczytałem ciekawy wywiad z Dariuszem Skowrońskim, psychologiem kulturowym. Opowiada on o różnicach kulturowych mających wpływ na zrozumienie pomiędzy krajami Europy i Ameryki a krajami Dalekiego Wschodu. Mówi o tym jak zachowania uważane u nas za pozytywne mogą zostać odebrane jako niegrzeczne.

Japończykowi nie patrzymy w oczy, bo jest to traktowane jako wyzwanie. Nie odmawiamy w czasie negocjacji picia sake, bo to niegrzecznie. Nie upijamy się, bo to jeszcze gorzej. Nie przechwalamy się i nie reklamujemy, bo to nieelegancko i  zawsze bardzo dziękujemy, że poświęcono nam swój cenny czas.

Świadomość tych odmienności jest ważna w czasie negocjacji, ponieważ może mieć wpływ na ich przebieg. W momencie gdy odbywa się gra negocjacyjna, szukanie wzajemnego porozumienia i trwają próby odgadnięcia co ma na myśli druga strona i czego nam nie mówi, taka wiedza staje się bezcenna. Gdy poruszamy się w naszym kręgu kulturowym to nie zwracamy na takie rzeczy szczególnej uwagi. Kody kulturowe rozumiemy bez słów, więc możemy skupić się na cenie i warunkach umowy.

Ciekawa jednak rzecz się wydarzyła kilka miesięcy temu w związku z budową autostrady A2. Chińskie konsorcjum Covec wycofało się z budowy. Nie było w stanie dotrzymać terminu wskazanego w umowie. Umowę na wykonanie tych prac podpisano z nimi, ponieważ zaoferowali najniższą cenę.

W tym momencie wrócę do wyżej wspomnianego wywiadu. Mówi się w nim, że w kulturze chińskiej, w kulturze tamtejszych negocjacji, gdy zawiera się umowę, to z góry zakłada się, że nie jest ona ostateczna i że będą podpisywane do niej aneksy, a do tych aneksów kolejne aneksy.

Nie mam pojęcia czy w tej sytuacji zaszło takie nieporozumienie kulturowe, ale po przeczytaniu tego wywiadu tak mi się skojarzyło.

Tak czy inaczej, ważne jest aby pamiętać, że to co dla nas jest oczywiste i zrozumiałe, dla drugiej osoby może takie nie być. Zaoszczędzimy sobie pomyłek, czasu i może również pieniędzy.

Nastaw się na odbiór

Wiem co myślisz. Tak właśnie myślę. Wiem co zrobisz. Tak sam bym zrobił. Wiem jaką decyzje podejmiesz. Ja bym taką decyzję podjął. Nie ma innej możliwości. To oczywiste. Tak na prawdę to nawet nie musimy o tym rozmawiać. Szkoda nawet naszego czasu na rozmowę.

Jak często zdarza nam się tak myśleć? Jak często dokonujemy takich skrótów? Jak często dokonujemy projekcji własnych przekonań na drugą osobę? Jak często rezygnujemy z rozmowy, bo wydaje nam się niepotrzebna? Jak często umykają nam rzeczywiste potrzeby i oczekiwania drugiej osoby?

Sytuację z życia w jednej ze swych książek opisał Frank Bettger, legendarny amerykański agent ubezpieczeniowy. Był przekonany, że jego klientka nie kupi od niego już żadnej kolejnej polisy. Uważał, że ona już ich nie potrzebuje. Jednak klientka ich potrzebowała tylko, że kupowała je w konkurencyjnej firmie. Gdy Frank się o tym dowiedział to zobaczył, że padł ofiarą swojej wyobraźni. Zobaczył, że za mało rozmawiał z klientką o jej oczekiwaniach i potrzebach.

To częsty błąd, który występuje również w życiu prywatnym. Myślimy, że wiemy czego potrzebuje druga osoba nawet jej o nic nie pytając. Bywamy przekonani, że skoro my czegoś nie potrzebujemy to ktoś inny również tego nie będzie chciał.

Winne tu jest zaniechanie. Zaniechanie rozmowy, a czasem wystarczy spytać i posłuchać.

Dobra rozmowa składa się w 90% ze słuchania. Słuchając poznajemy faktyczne oczekiwania drugiej osoby. Unikamy wówczas pułapki zastawionej przez własną wyobraźnie.

Poznajemy wówczas faktyczne potrzeby i oczekiwania klienta, małżonka, dziecka, sąsiada czy innych ludźmi. Komunikacja w pracy i w domu staje się łatwiejsza. Komunikacja, dzięki nastawieniu się na odbiór.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 541 other followers