Archiwa blogu
Granica wolności, granica życia – pytania
Starsza kobieta. Szpital. Zaburzenia pamięci. Odratowana w ostatniej chwili. Przekonana, że poradzi sobie sama w domu. Nie chce zamieszkać z rodziną. Rodzina się martwi, że następnym razem nie zdąży z pomocą. Co robić?
Wydaje mi się, że najlepszym rozwiązaniem jest skłonienie tej pani, aby zamieszkała z rodziną, aby ktoś nad nią czuwał, obserwował na bieżąco jak się czuje i zachowuje, co je i jakie lekarstwa i w jakich dawkach bierze. Przy zaburzeniach pamięci istnieje ryzyko, że przedawkuje lub będzie je brała zbyt rzadko, co może doprowadzić do śmierci.
Jednak, jeśli stanowczo odmawia zmiany miejsca zamieszkania, a nie jest chora psychicznie, czyli nie ma możliwości jej ubezwłasnowolnienia to wbrew jej woli nic się nie zmieni.
Nadal będzie mieszkać sama. Więc co robić?
Każdy człowiek ma prawo do wyboru i ten wybór powinniśmy szanować, ale jeśli wiemy, że się myli to gdzie leży granica jego wolności? Czy można mu pozwolić na igranie z własnym życiem?
Prawo nam wskazuje w jakich przypadkach i w jakim trybie możemy zostać pozbawieni wolności decydowania o własnym losie. Jednak nawet gdyby doszło do ubezwłasnowolnienia to i tak nie było by nam lżej na sercu. Myślę, że było by nam tym trudniej im bliższa była by nam ta osoba.
Co robić więc, jeśli całe rozważanie sprowadza się do jednego pytania:
Czy można pozwolić człowiekowi umrzeć?
Dalekosiężny projekt
Jest rok 1921. W Ameryce trwa boom gospodarczy. Dolar amerykański stał się główną walutą świata. Napływający masowo imigranci napędzają gospodarkę. Rząd ograniczył do minimum interwencje państwa na rynku. Trzy lata wcześniej zakończyła się pierwsza światowa wojna, która wzbogaciła przemysł zbrojeniowy oraz kooperujące z nim firmy. Rok wcześniej tzn. w 1920r Amerykańskie Towarzystwo Krzewienia Wstrzemięźliwości wraz z ruchem sufrażystek doprowadziło do wprowadzenia prohibicji. W tym samym roku Al Capone został prawą ręką Johnny’ego Torrino, ojca chrzestnego chicagowskiej mafii. Ludzkie życie stawało się coraz tańsze.
W tym czasie i w takiej atmosferze, gdzieś w USA powstał dalekosiężny projekt. Polegał na tym aby przez dziesiątki przyszłych lat prowadzić badania nad długowiecznością. Po dziś dzień projekt ten jest aktualny. Pracuje przy nim między innymi Leslie R. Martin, profesor psychologii na La Sierra University. W tym okresie, prawie przez 100 lat poddano obserwacji tysiące osób z różnych środowisk, różnych płci i ras. Zgromadzono ok 10 mln informacji. Dokonano wielu analiz.
Obraz jaki się ukazał potwierdza intuicyjne spostrzeżenia wielu z nas.
Ludzie długowieczni cechują się dużą aktywnością, utrzymują kontakty z innymi ludźmi, prowadzą aktywne życie, mają obowiązki, posiadają pasje i zainteresowania.
Z drugiej strony widać, że zagrożeniem dla długowieczności jest bierność, izolacja i zamknięcie się na innych.
Daje nam to pojęcie co jest dla nas korzystne a co nie. Można też stwierdzić, że śmierć jest rezygnacją z życia, że żyjemy tak długo, dopóki mamy cel i posiadamy zdolność do przystosowania się do nieustannie zachodzących zmian. Więc o ile nie spotka nas nic niespodziewanego typu wypadek, to w naszych rękach leży jak długo będziemy żyli i jaka będzie jakość tego życia.
To dobra wiadomość, bo możemy spełniać nasze marzenia. Tylko czy tego chcemy?
Dalekosiężny projekt wciąż jest prowadzony.
Najważniejsza chwila
Są rzeczy, których nie jesteśmy w stanie ukryć. Jedną z nich jest nasze przemijanie. Na co dzień staramy się o tym nie myśleć, ale gdy ocieramy się o śmierć to często pojawia się strach.
Strach jest naturalną reakcją, bo czeka nas podróż w nieznane. Nie wiemy czy mamy się bać surowego boga czy też odetchniemy z ulgą, bo po drugiej stronie nic nie ma i wreszcie będziemy mogli uwolnić się od zmagań z codziennością. Nie wiemy też jak będzie wyglądał moment przejścia i czy nie będzie on bolesny. Przecież wielu z nas boi się bólu.
Czasem najbardziej nam szkoda opuszczenia bliskich i ta świadomość nas najbardziej boli. Innym razem szkoda nam niedokończonych spraw i rzeczy, które moglibyśmy jeszcze zrobić. Czasem zaś tak bardzo kochamy doświadczanie uroków życia, że właśnie z nim najbardziej przykro nam się będzie rozstawać.
Strach, niepewność, uczucie przykrości, zachłanność na doświadczanie rodzą w nas cierpienie, któremu towarzyszy patrzenie na świat poprzez pryzmat JA.
Czasem bywamy tak bardzo pochłonięci sobą, że nie dostrzegamy potrzeb bliskich, sąsiadów, spraw w mieście, na świecie i w takich momentach coś nam umyka.
Gdy byłeś na pogrzebie bliskiej osoby to nad czym płakałeś? Czego żałowałeś? Dlaczego było Ci przykro?
Ja żałowałem rozstania. Tego, że już nigdy się nie spotkamy, że nie pójdziemy na spacer, że już nie porozmawiamy. Tego, że JA nie będę mógł tych rzeczy zrobić. Żałowałem też rzeczy, których nie zrobiłem oraz tych, które zrobiłem a nie powinienem.
Z perspektywy czasu widzę, że w gruncie rzeczy żaliłem się nad sobą. Jak JA sobie teraz poradzę. Tylko, czy to jedynie moje doświadczenie? Czy nikomu innemu to się nie przydarzyło?
Tego JA bywa tak wiele, że często przesłania nam rzeczy, które potem wydają się oczywiste. Później aż trudno nam uwierzyć, że wcześniej nie dostrzegliśmy, że obok nas był ktoś szczególny. Najlepszy przyjaciel lub najlepsza przyjaciółka, ktoś na kim mogliśmy zawsze polegać i zawsze pojawiał się gdy byliśmy w potrzebie, ktoś komu ufaliśmy… Pewnie ta oczywistość nas tak usypiała. Ona i wiara w to, że wciąż mamy dużo czasu i następnym razem pójdziemy na spacer, spotkamy się, obejrzymy ulubiony film, podziękujemy czy coś podobnego.
Tylko, że czasem nie ma już następnego razu.
Czas ma to do siebie, że płynie nie patrząc na nasze przekonania,życzenia i potrzeby, a gdy następuje moment rozstanie to zwykle okazuje się, że nie jest to właściwy moment, bo było jeszcze tyle do zrobienia.
Dlatego odkładanie na potem jest ryzykowne.
Dlatego dotarło do mnie, że najważniejsza jest zawsze chwila obecna.
Marzenia i dylematy
Był przystojny, elokwentny, kulturalny, czuły, opiekuńczy, ale nie był jej mężem. Pierwszy raz w życiu poczuła emocje, o których jedynie marzyła. Dlaczego pojawił się właśnie teraz? Teraz gdy miała męża, dzieci, pracę, ustabilizowaną sytuację życiową? Jej mąż był dobrym człowiekiem. Dbał o rodzinę, mogła zawsze na nim polegać, wiedziała, że ją kocha i że zrobiłby dla niej wszystko. Szanowała go za to, ale nigdy go nie kochała. Wyszła za niego, by uciec z domu, by uciec przed ciotkami, które przy każdej wizycie pytały kiedy wreszcie wyjdzie za mąż, bo to już najwyższy czas. Wyszła za niego by nie zostać starą panną. Dlaczego właśnie teraz życie postawiło przed nią taki dylemat? Dlaczego takim dylematem stała się miłość?
Życie wciąż stawia nas przed wyborami. Co jakiś czas stawia nas przed dylematami, które mogą być kluczowe dla naszej przyszłości. Wówczas mocniej niż zwykle dociera do nas, że być może nie jesteśmy we właściwym miejscu. Dociera do nas, że wykonujemy pracę inną niż byśmy chcieli, że przedsięwzięcie, w które jesteśmy zaangażowani nie daje nam satysfakcji, że związek z tą osobą nie jest tym czego pragniemy.
Co jakiś czas zdarza się chwila refleksji kiedy zadajemy sobie pytanie: czy o takim życiu marzyłem?
Jesteśmy uwikłani w szereg zależności i dokonywanie wyborów w takich warunkach nie zawsze jest komfortowe i nierzadko bywa aktem odwagi. Próba realizacji niektórych marzeń może zniszczyć dotychczasowe życie i dlatego tak trudne bywają te wybory. Sami musimy ocenić, które marzenia są etyczne i które z nich zaczniemy zrealizować. Bywają takie marzenia, które nigdy nie powinny się ziścić. Jeśli jednak dokonamy wyboru, który będzie korzystny dla nas i dla innych uzyskamy satysfakcję i ogromy zastrzyk energii co pozytywnie wpłynie na nasze życie osobiste i zawodowe. Jest więc o co walczyć.
Każdemu z nas ubywa czasu i nikt z nas nie wie ile go zostało, więc może warto oddać się chwili refleksji?



